TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Grzegorz Szoka: Zawodnicy muszą docenić gdzie są
31.01.2019 20.00, autor: APLW, fot. ALEKSANDRA WÓR,
- Trener często musi być dla zawodnika osobą, która szczerze powie mu to, czego on nie chce usłyszeć. Wytknie błędy, zwróci uwagę na braki. Z kolei, to co robi dobrze, należy pochwalić, docenić, bo dzięki temu wzmacnia się pozytywne aspekty. W otoczeniu zawodnika zawsze znajdą się osoby, które będą się starać usprawiedliwiać jego niepowodzenia, klepać po plecach, gdy nie do końca na to zasługuje. Dlatego trener musi uczyć takiego chłopaka realnego spojrzenia na swoje umiejętności - mówi Grzegorz Szoka, trener Legii U17.
 
Dobry trener musi być też dobrym psychologiem?
 
– Oczywiście. Rola trenera nie ogranicza się wyłącznie do doskonalenia umiejętności stricte piłkarskich. W Akademii pracujemy z grupą młodych ludzi, każdy z nich ma inny charakter, każdy ma swoje problemy, swój sposób postrzegania rzeczywistości, odbierania bodźców. Dlatego tak ważna w pracy trenera jest komunikacja z zawodnikami. Możesz być najmądrzejszy pod względem wiedzy taktycznej, technicznej, jakiejkolwiek innej, ale jeśli nie potrafisz dotrzeć do zawodnika, na nic ci się ta wiedza nie przyda. Najtrudniejsze w pracy z młodzieżą jest zbudowanie takiej relacji, gdzie z jednej strony będziesz wymagający, konkretny, konsekwentny, a z drugiej będziesz wsparciem, zawodnicy będą ci ufać i się przed tobą otworzą. W młodszych kategoriach wiekowych dużo łatwiej stać się autorytetem dla zawodników. Dzieciaki są bardzo otwarte, szybko zakochują się w trenerze. O wiele trudniej trafić do nastolatków. Musimy z jednej strony wychowywać, dyscyplinować, wymagać, a z drugiej być otwarci, budzić zaufanie, rozmawiać z nimi nie tylko o piłce, ale i o sprawach pozasportowych.
 
Jak trafić do tak wielu różnych typów osobowości w obrębie zespołu?
 
– Na zakończenie rundy jesiennej spotkałem się indywidualnie z każdym zawodnikiem, żeby podsumować pierwszą część sezonu, a przy tym usłyszeć od nich, co im się podoba w naszej współpracy, a co chcieliby zmienić. Przekrój odpowiedzi świadczy najlepiej, jak chłopcy różnią się między sobą. To, co dla jednego było super, inny chciałby zmienić i na odwrót. Praca w Akademii ma swoją specyfikę. Po pierwsze, nas wszystkich obowiązują określone zasady, narzucone niejako przez Akademię i zawodnicy muszą ich przestrzegać, czy im się to podoba, czy nie. Jeśli będziemy konsekwentni i sprawiedliwi w egzekwowaniu tych zasad, to zawodnicy je przyjmą. Niezależnie, czy mówimy o najlepszym zawodniku, czy o rezerwowym, od każdego musimy oczekiwać przestrzegania reguł w takim samym stopniu. Jeśli damy zawodnikom przekaz, że każdy jest tak samo, sprawiedliwie traktowany, to nawet jeśli jakieś zasady nie będą się im podobać, zaakceptują je. Druga sprawa, to komunikacja z poszczególnymi zawodnikami. Na tej płaszczyźnie trzeba mieć indywidualne podejście do każdego z chłopców. Na jednego podziała krzyk, innego trzeba "przytulić", jeden jest bardziej otwarty, u innego bardzo trudno zdobyć zaufanie. Jeden jest duszą towarzystwa, inny trzyma się z boku. Tutaj wracamy do tego, że trener powinien być dobrym psychologiem. Mądrą rzecz podpowiedział mi kiedyś trener
Tomasz Kycko
Tomasz Kycko
Trener
Legia Warszawa U16
, który ma świetny kontakt z zawodnikami - daj swoim chłopakom możliwość wypowiedzenia się. Pozwól im dojść do głosu. Niech powiedzą ci wszystko, co myślą. Słuchaj ich. Czasem my coś zakładamy, w określony sposób odbieramy coś, co zawodnik może odbierać zupełnie inaczej. Żeby drużyna funkcjonowała prawidłowo, jednostki muszą się w niej dobrze czuć, a przy tym muszą wiedzieć, że w razie problemu mają możliwość porozmawiać z trenerem i zostać wysłuchanym. Muszą darzyć trenera autorytetem, ale nie mniej ważne, by dażyli go zaufaniem.
 
Z drugiej strony, w piłce seniorskiej zetkną się z różnymi trenerami i będą musieli się dostosować do ich reguł.
 
– I to jest kolejne wyzwanie dla nas i dla kadry zarządzającej Akademii. We wszystkim trzeba zachować odpowiednie proporcje, nie wolno zapominać, że naszym celem jest wychowywać i przygotowywać do futbolowej oraz pozafutbolowej dorosłości. Przykład z życia wzięty: w poprzednim sezonie dyrekcja Akademii wprowadziła zasadę określającą wysokość podciągniętych getrów podczas zajęć. Każdy zawodnik miał je mieć na tej samej wysokości, jeśli się nie zastosował - otrzymywał karę. Nie miało to rzecz jasna na celu poprawy jakości treningu. Chodziło o to, by zawodnicy przyzwyczajali się, że mogą spotkać się w przyszłości z różnymi, czasami dziwnymi z ich punktu widzenia regułami. Są trenerzy, którzy potrafią dać horrendalną karę piłkarzowi za to, że przyszedł na śniadanie w klapkach lub odebrał telefon wtedy, kiedy nie powinien. Takie wydawałoby się małe, nieistotne detale czasami decydują o tym, jak odbiera cię trener, jaką wypracujesz sobie u niego pozycję. Inny przykład, z tego sezonu: zobligowaliśmy zawodników, by sami przynosili dla siebie wodę na trening. Dla niektórych chłopaków i ich rodziców była to jedna z największych tragedii minionego półrocza…
 
Zawodnik, który ma kontrakt, zarabia pieniądze, musi sobie przynieść butelkę wody i nagle nie może się skupić na treningu. Ogromnym problemem było w ogóle wytłumaczenie zawodnikom, że muszą coś sami zrobić, o czymś sami pamiętać. Przecież gram w Legii, to klub powinien mi to dać, bo inaczej nie mogą się skupić na treningu. Mówiłem wtedy chłopakom: a co byś zrobił, gdybyś grał w Ekstraklasie i od czterech miesięcy nie dostawał wypłaty? Potrafiłbyś się wtedy skupić na pracy? Dzisiaj nie potrafisz, bo nie masz butelki wody, a co byłoby, jakbyś miał rodzinę, kredyt i przez kilka miesięcy musiał radzić sobie bez pieniędzy? Zawodnikom wydaje się to być czymś abstrakcyjnym, ale w większości klubów, w których będą w przyszłości grać, nie zastaną takich warunków, jak w Legii. Możliwe, że kiedyś będą musieli się zmierzyć z problemami, o których istnieniu będąc w naszym klubie nie zdają sobie sprawy. Nasza w tym rola, aby ich do tego przygotowywać.
 
Oczywiście, to nie tak, że dotyczy to stu procent graczy. Są przykłady, które można stawiać za wzór podejścia do piłki, do pracy i obowiązków. W zespole U17 jednym z chłopców, z których każdy mógłby brać przykład, jest
Jerzy Munik
Jerzy Munik
Pomocnik, ur. 22 stycznia 2002 r.
Legia Warszawa U18
. To bardzo pracowity, samoświadomy, zaangażowany zawodnik. Ponadto, nie zaniedbuje szkoły, przykłada się do nauki, bo zdaje sobie sprawę, że zawsze trzeba mieć plan B, na wypadek, gdy jednak nie uda się przebić do seniorskiej piłki. Jestem spokojny, że nawet jeśli nie będzie zawodowym piłkarzem, to sobie w życiu poradzi.
 
 
Pracowałeś w Zniczu Pruszków i w Legii w różnych kategoriach wiekowych. Jakie dostrzegasz różnice w podejściu graczy do pracy w mniejszym i większym klubie?
 
– To, co przede wszystkim rzuca się w oczy, i widzą to również inni trenerzy, szczególnie pracujący wcześniej w mniejszych klubach - zawodnik w mniejszym klubie ma często inne podejście do obowiązków, do pracy, do miejsca, w którym się znajduje. Dałby się pokroić za możliwość lepszego treningu, dodatkowych zajęć, za szansę pracy ze starszym zespołem czy zagrania meczu z renomowanym przeciwnikiem. Zasuwałby na treningu najmocniej, jak potrafi, byle tylko dostać coś ekstra, coś co pomogłoby mu się rozwinąć. Zawodnicy po przejściu do Akademii dużego klubu często przyjmują postawę roszczeniową, na zasadzie „to mi się należy”. Trafiłem do dobrej Akademii, więc jestem już „kimś” i muszę dostać to, to i to. Taki zawodnik wymaga od klubu, od trenera, fizjoterapeuty, od wszystkich dookoła, ale najmniej wymaga od siebie. Oczywiście, w takim klubie, jak Legia, wszyscy muszą pracować na najwyższym poziomie, trenerzy i inni pracownicy również. Nie można jednak wymagać tylko od innych.
 
Nie zrozum mnie źle, nie ograniczam tego zjawiska wyłącznie do piłkarzy, raczej ogólnie dotyczy to współczesnego świata. Społeczeństwo się zmienia. Staje się bardziej roszczeniowe, i jest to pewnie tak samo widoczne we wszystkich grupach zawodowych. Dlatego tak ważne w pracy trenera jest by zainspirować zawodników, nauczyć ich wymagać w pierwszej kolejności od siebie, nie oglądać się na innych. To oni mają grać w przyszłości zawodowo w piłkę, utrzymywać się z tego - a nie trenerzy czy inni pracownicy klubu. To im ma zależeć. Później taki zawodnik, któremu w piłce nie wyjdzie, powie że to wina trenera, klubu, menadżerów. A kto temu chłopakowi zabrania dziś zrobić coś więcej? Powtarzam to graczom bardzo często: przecież możesz zrobić jeszcze więcej, by się rozwinąć? Zadaję im pytanie: Czy twoja praca ogranicza się tylko do tego, co ja ci każę zrobić, czego wymagam? To stało się dziś już normą, że zawodnika trzeba motywować, krzyczeć na niego, żądać. A to nie trener będzie w przyszłości grał w piłkę, nie trener będzie na tym zarabiał. To zawodnikowi powinno zależeć najbardziej! Legia daje swoim zawodnikom naprawdę dobre warunki do rozwoju, stwarza środowisko, w którym mogą stawać się coraz lepsi. Niczego im tutaj nie brakuje: rozbudowane sztaby szkoleniowe, opieka lekarzy, fizjoterapeutów, sprzęt, odżywki, i tak dalej. Czy wszyscy potrafią to docenić i odpowiednio wykorzystać? 
 
Lubię pytać zawodników, którzy wyjeżdżają na testy do zagranicznego klubu, co tam było innego niż u nas? Jakie widzisz różnice? Najczęściej odpowiadają, że tam wszyscy podczas treningu dają z siebie maksa. Każde, nawet najprostsze ćwiczenie, wykonują z pełnym zaangażowaniem. I to ich dziwi, jest dla nich czymś „wow”. A przecież my tutaj mówimy im cały czas: przykładaj się, dawaj z siebie sto procent w każdym ćwiczeniu, pracuj ciężko! Jak wielu uwierzy, że to ma sens dopiero, gdy zobaczą to w innym miejscu? Miałem taką sytuację chociażby na początku przygotowań do sezonu. Pozwalałem zawodnikom na treningu na ostrzejszą grę. Poprzez tę agresywność chciałem ich przede wszystkim zmusić do szybszego myślenia na boisku, szybszego podejmowania decyzji, ale też przygotować ich na to, że spotkają się w przyszłości z taką postawą w seniorskiej piłce. Nikt w dorosłym futbolu nie będzie ich oszczędzał. Po kilku treningach jeden z graczy zgłosił problem, że gra na zajęciach jest zbyt ostra, że jest przez kolegów zbyt często faulowany. Jakiś czas później ten sam chłopak pojechał na testy do zachodniego klubu. Po powrocie spytałem go o jego wrażenia z tego wyjazdu. Pierwszą rzeczą, o której powiedział, było to, że tam bardzo agresywnie gra się nawet na treningu. Kiedy u nas zetknął się z czymś takim, było to dla niego problemem. Na zachodzie już mu to imponowało i się dostosował. Gdy trener w Polsce mówi „daj z siebie maksa w każdym ćwiczeniu”, zawodnik tego nie rozumie, dziwi się, czego ten trener wymaga. Gdy tylko pojedzie do zagranicznego klubu i tam usłyszy to samo, jest to dla niego czymś „wow”. A to nie powinno ich dziwić, oni powinni bez nakazu trenera w każde ćwiczenie wkładać sto procent zaangażowania. Nie możesz na treningu pracować na pięćdziesiąt procent, a w meczu dawać sto. To tak nie działa. Tyle, ile wkładasz w trening, możesz włożyć potem w czasie gry. Jak przyzwyczajasz się do odpuszczania, to będziesz prędzej czy później odpuszczał również i w meczu. Mówię o tym, aby wszystkim dookoła jeszcze bardziej uświadomić, w jakim kierunku zmierzamy.
 
Charakter w futbolu odgrywa kluczową rolę?
 
– Zdecydowanie. Często - nie zawsze, ale w zdecydowanej większości przypadków, dalej zachodzą zawodnicy, którzy są zaangażowani, pracowici, świadomi swoich braków, chcą nad nimi pracować, chcą się rozwijać, są pokorni i cierpliwi. Oczywiście, znajdziemy przykłady graczy, którzy ani nie słyną z pracowitości, ani nie prowadzą się poza boiskiem zbyt dobrze, a jednak udało im się wejść na wysoki poziom. Tylko, że takich przykładów mamy naprawdę niewiele w porównaniu do procentu zawodników, którzy osiągnęli sukces w głównej mierze dzięki ciężkiej pracy. A dodatkowo, nie wiemy przecież, w jakim miejscu dziś by się tacy zawodnicy znajdowali, gdyby podchodzili do swoich obowiązków profesjonalnie i pracowali zawsze na maksa.
 
Trener może „nawrócić” zawodnika na ciężką pracę i odpowiednie prowadzenie się poza boiskiem?
 
– Wszystko zależy od jednostki, której ten problem dotyczy. Miałem kiedyś w zespole kolegę, który poza boiskiem był bardzo spokojny, cichy, wręcz nieśmiały. Wychodził na boisko i stawał się zupełnie innym człowiekiem, walczył, wyzywał, szarpał, pluł, potrafił uderzyć sędziego. Myślę, że na takiego zawodnika można w znacznym stopniu wpłynąć, pomóc mu zmienić pewne zachowania. Możesz starać się rozwijać tę konkretną cechę w treningu, prowokować pewne sytuacje i uczyć go właściwego radzenia sobie z nimi. Na przykład, w tym sezonie wprowadziliśmy zasadę, że zawodnik, który dostanie kartkę za dyskusję z sędzią podczas naszego meczu, musi później iść na trening do młodszego zespołu i sędziować ich gierki. Dzięki temu, zobaczy jak trudna jest praca sędziego, nabierze szacunku i w przyszłosci będzie mu łatwiej powstrzymać się przed takimi zachowaniami. Inaczej to wygląda, gdy mamy do czynienia z chłopakiem, którego problemem jest środowisko, w którym dorasta. Gdy pochodzi ze środowiska patologicznego, obraca się w szemranym towarzystwie - w takim przypadku dużo trudniej to zmienić. Ten chłopak po treningu wraca do tego środowiska i ono dalej na niego oddziałuje. Jeżeli zawodnik sam nie będzie chciał się z niego wyrwać, trener niewiele może zdziałać. Trzeba objąć go opieką, wyciągnąć do niego rękę, ale finalnie, to on sam musi chcieć się tej ręki złapać.
 
 
Czy Twoim zdaniem zawodnicy mają problem z realną oceną swoich umiejętności?
 
– Tak jak z wcześniej wymienionymi aspektami, jest to kwestia bardzo indywidualna. Jest wielu zawodników, którzy nie mają z tym problemu. Potrafią ocenić swoje mocne i słabe strony, wyznaczyć sobie cele i dążyć do ich realizacji poprzez ciężką pracę. Coraz częściej jednak spotykam się z chłopcami, którzy mają z tym problem. W ostatnich latach pojawiło się bardzo wielu tak zwanych "coachów", z których duża część nie ma kompetencji, na przykład w postaci odpowiedniego wykształcenia, do prowadzenia tego typu działalności. Ci ludzie wmawiają zawodnikom, że wystarczy czegoś bardzo chcieć, by to osiągnąć, a bezczelność jest definiowana przez nich jako pewność siebie. Nie chcę być źle zrozumiany - absolutnie nie wykluczam współpracy ze sprawdzonym specjalistą. Uważam, że dobry psycholog sportowy, współpracujący z piłkarzem, trenerem czy zespołem, może być bardzo pomocny w rozwoju mentalnym. Praca nad koncentracją, nad radzeniem sobie ze stresem, odpowiednio pojętą pewnością siebie, kontrolą pobudzenia to aspekty, które na najwyższym poziomie często okazują się kluczowe. Żeby ta pomoc dawała jednak efekty, muszą się nią zajmować ludzie kompetentni, a nie wyłącznie popularni w social mediach. Popularność nie równa się wiedzy i umiejętnościom, a często o tym zapominamy.
 
Jak trener może wpłynąć na zawodnika, który za bardzo buja w obłokach?
 
– Trener, stety czy niestety, często musi być dla zawodnika osobą, która szczerze powie mu to, czego on nie chce usłyszeć. Wytknie błędy, zwróci uwagę na braki. Z kolei, to co robi dobrze, należy pochwalić, docenić, bo dzięki temu wzmacnia się pozytywne aspekty. W otoczeniu zawodnika zawsze znajdą się osoby, które będą się starać usprawiedliwiać jego niepowodzenia, klepać po plecach, gdy nie do końca na to zasługuje. Dlatego trener musi uczyć takiego chłopaka realnego spojrzenia na swoje umiejętności. Jeśli coś nie funkcjonuje tak, jak powinno to mówimy mu o tym i nad tym pracujemy. Jak coś działa dobrze, to również zwracamy na to uwagę, doceniamy pracę, którą włożył w to, żeby tak to funkcjonowało.
 
Dla wielu graczy wyznacznikiem ich umiejętności jest kategoria wiekowa, w której grają.
 
– Rzeczywiście, teraz jest to modne zjawisko, nie tylko w Legii, ale w wielu innych klubach również. Wszyscy zawodnicy chcą grać w starszej kategorii, w ogóle nie zastanawiając się, jakie są ich realne potrzeby. Nie patrzą na to, że dziś będąc w tym danym środowisku mogą się bardziej dynamicznie rozwijać, że może nie są gotowi na zmianę środowiska. Dla nich wyznacznikiem, czy jestem dobry czy nie, stały się występy w starszym zespole. Decyzja o przesunięciu zawodnika wyżej musi być przemyślana, bo bierzemy odpowiedzialność za jego rozwój. Lepiej pchnąć go dalej trochę za późno, niż trochę za wcześnie. Jeśli postąpimy zbyt pochopnie, możemy chłopaka kolokwialnie mówiąc „spalić”. Przykładowo, mamy napastnika, który w swoim roczniku się wyróżnia, strzela dużo goli, ale ma też spory problem z utrzymaniem się przy piłce tyłem do bramki. Więc jeśli nie radzi sobie w tym elemencie na tle swoich rówieśników, to na jakiej podstawie mielibyśmy sądzić, że będzie sobie radził lepiej, mając za rywali o rok czy dwa lata starszych, silniejszych zawodników? Trenerzy muszą kierować się przede wszystkim indywidualnymi potrzebami konkretnego zawodnika. Nie zawsze to, że występuje w starszej kategorii jest dla niego najlepszym rozwiązaniem. Są różne drogi i nie można powiedzieć, że jedna jest lepsza, druga gorsza. Jeden zawodnik będzie co pół roku awansował do starszej drużyny i zadebiutuje w pierwszym zespole w wieku 16 lat, a inny będzie powoli przechodził szczebel za szczeblem. Nie można generalizować i porównywać się do innych graczy w tym samym wieku. Każdy jest inny, rozwija się w innym tempie ma inne potrzeby i funkcjonuje w innym środowisku.
 
 
Młody zawodnik trafiając do dużego klubu narażony jest na przysłowiową „sodówkę”?
 
– Dzisiaj niewiele potrzeba, by stać się gwiazdą w social mediach, by osiągnąć popularność. Chłopak przychodzi do nas z mniejszego klubu, z mniejszej miejscowości i w swoim środowisku lokalnym przestaje być jakimś tam, dajmy na to Mikołajem, ale jest już „tym Mikołajem z Legii”. Rośnie mu liczba „followersów” na Instagramie, zaczyna odczuwać większe zainteresowanie, choćby ze strony dziewczyn. Do tego jest z dala od rodziców, nie podlega już takiej kontroli jak dotychczas. Naprawdę, będąc nastolatkiem, ciężko to wszystko udźwignąć. Jak masz mocny charakter, pokorę i chłodną głowę, to sobie poradzisz. Jednak chłopcy są różni, więc zadaniem trenerów, koordynatorów, dyrekcji - jest przyłożyć czasem lodu na gorące głowy zawodników. Pomóc im zejść na ziemię. Kiedy widzimy, że chłopak za bardzo buja w obłokach? Taki detal, ale chociażby po sposobie ubioru. Najczęściej zawodnik, gdy do nas trafia ubiera się zwyczajnie, skromnie. Po kilku miesiącach widzimy zupełnie innego człowieka, od stóp do głów w markowych ubraniach, na które w tym momencie niekoniecznie go stać. To już jest sygnał, że trzeba temu chłopakowi przypomnieć priorytety.
 
Przechodząc do aspektów stricte boiskowych, jakiej gry oczekujesz od swojego zespołu? Czym powinien się charakteryzować?
 
– Ciężko nazywać to moim pomysłem czy oczekiwaniami, bo nie o to chodzi w piłce młodzieżowej, by realizować osobiste ambicje trenera. Mamy, jako Akademia, model gry, mamy nawyki, które powinny wyróżniać zawodnika na danej pozycji i pod tym kątem pracujemy na treningach. Następnie staramy się to przenosić również na naszą postawę podczas meczów. Myślę, że nasze założenia czy wymagania idealnie odzwierciedlają to, jak wygląda dzisiejszy futbol. Chcemy, by nasi zawodnicy wysoko odbierali piłkę, szybko reagowali po stracie, grali do przodu, wywierali presję na przeciwniku, a przede wszystkim szybko myśleli na boisku. Patrząc na pierwszą część sezonu, uważam, że zrealizowaliśmy nasze założenia. W każdym meczu było widać elementy, które wymieniłem. W większości to my dominowaliśmy, chcieliśmy atakować, zdobywaliśmy sporo bramek. Cały czas musimy sobie podnosić poprzeczkę, więc to nie tak, że jest już super i nie musimy nic więcej robić. Udało nam się osiągnąć to, co sobie założyliśmy przed rundą, ale teraz mamy kolejne oczekiwania, kolejne cele do zrealizowania.
 
Gdzie widzisz jeszcze największe rezerwy w drużynie U17?
 
– W kontekście gry zespołu myślę, że możemy być zadowoleni z tego, jak to funkcjonowało jesienią. Na pewno powinniśmy poprawiać nasze rozumienie gry, grę bez piłki - to jest aspekt, który w Polsce przez lata był zaniedbywany w procesie szkolenia i możemy jeszcze wiele w tym temacie zmienić na lepsze. Natomiast w kontekście rozwoju indywidualnego poszczególnych zawodników, wciąż musimy się rozwijać. Nie będzie takiego momentu, kiedy powiemy: ok, jesteś już tak dobry, że nie musisz więcej pracować. Cały czas możesz być lepszy, możesz myśleć szybciej, grać bardziej powtarzalnie, pracować nad swoimi brakami.
 
 
Co było dla Ciebie największym powodem do optymizmu na przestrzeni pierwszego półrocza tego sezonu?
 
– Po pierwsze, jestem zadowolony z podejścia moich zawodników do treningu. W każdą jednostkę treningową chłopcy, w większości, byli zaangażowani na sto procent. Nawet, gdy z powodu kontuzji i wyjazdów na reprezentację mieliśmy wąską kadrę, praktycznie każdy wkładał całe serce w pracę, więc jakość treningu była na równie wysokim poziomie, co wcześniej. Dzięki takiemu podejściu, w zasadzie każdy zawodnik wykonał jesienią spory krok do przodu. Widziałem w nich autentyczną chęć rozwoju, a to dla trenera zawsze powód do satysfakcji. Drugim aspektem, który cieszy to dobra gra zawodników, po których przed sezonem nikt się tego nie spodziewał. Chłopców, którzy na początku byli postrzegani w klubie może jako trochę mniej perspektywiczni, a na przestrzeni tych kilku miesięcy zanotowali duży progres i wygrali rywalizację z tymi teoretycznie bardziej rokującymi. Pokazali charakter, wytrwałość, wiarę w sens ciężkiej pracy i wykorzystali tę rundę najlepiej, jak mogli. Z korzyścią dla siebie samych, ale też dla innych - dali przykład młodszym chłopakom, że muszą być cierpliwi, pracowici, a karta może się odwrócić w ciągu jednego półrocza.
 
Zdobywanie medali, pucharów i ciągłe wygrywanie w piłce młodzieżowej może być w dłuższej perspektywie szkodliwe dla zawodników?
 
– To bardzo proste: jeśli zawodnicy będą na etapie juniora cały czas na topie, będą zawsze wygrywać, nie wykształtują w sobie jednej, niezwykle istotnej umiejętności, która na sto procent przyda im się w seniorskiej piłce. Nie będą potrafili radzić sobie z porażkami. Jeżeli grasz w sezonie, na etapie młodzieżowym, trzydzieści spotkań i większość wygrasz, nie przegrywając ani razu to trudno nie uwierzyć, że jesteś najlepszy. A to pierwszy krok do tego, by spocząć na laurach. Ciągłe wygrywanie po pierwsze zamazuje obraz rzeczywistości, po drugie zwiększa prawdopodobieństwo, że przy pierwszym niepowodzeniu w dorosłym futbolu zawodnik zrezygnuje, podda się. Nie miał kiedy nauczyć się radzenia sobie w sytuacji niepowodzenia, dotąd wszystko szło przecież po jego myśli. W takim klubie jak Legia z jednej strony musimy więc przygotować chłopców na porażki, zaszczepić w nich pokorę, wytrwałość i umiejętność wyciągania wniosków z niepowodzeń. Z drugiej strony jednak, gdy awansują w przyszłości do pierwszej drużyny naszego klubu, ich jedynym celem musi być wygrywanie, bo takie będą oczekiwania kibiców, opinii publicznej, prezesów, trenerów. Dlatego musimy kształtować w nich mentalność zwycięzców, żeby nie podchodzili do porażek na zasadzie „nic się nie stało”. Muszą umieć zachować odpowiednie proporcje między chęcią zwycięstwa a umiejętnością radzenia sobie z porażkami. Jak to ktoś mądrze kiedyś powiedział, trzeba umieć nie tylko przegrywać, ale i wygrywać.
 
Jaki cel stawiacie sobie na rundę wiosenną?
 
– Naszym głównym celem zawsze jest być na koniec rundy lepszym, niż byliśmy na jej początku. Zarówno w kontekście postawy zespołowej, jak i indywidualnej. Konkretny cel drużynowy ustalimy wspólnie przed startem rundy wiosennej. Nie chcę składać deklaracji, że gramy o mistrzostwo, bo nie o to chodzi, by kosztem rozwoju wstawiać puchary do gabloty. Zawodnicy oczywiście muszą wychodzić na boisko z myślą, że grają tylko o zwycięstwo. To jest sport, rywalizujesz po to, by wygrywać. Takie musi być myślenie każdego zawodnika, ale my, trenerzy, koncentrujemy się na rozwoju jednostek. By założenia modelu gry, nawyki były coraz lepiej widoczne w grze naszych zawodników. Rzecz jasna, trener też musi mieć w sobie głód zwycięstw, nienawidzieć porażek. Pamiętajmy jednak, że gdybyśmy zdobyli mistrzostwo, ale przy tym nie rozwinęli naszych zawodników, to niewiele by ono znaczyło. Czasami lepiej zająć niższą lokatę w tabeli, ale sprawić, że większa liczba graczy zrobi duży progres. Za dziesięć lat nikt nie będzie pamiętał, że Legia U17 została w sezonie 2018/19 mistrzem Polski, ale każdy będzie zwracał uwagę, ilu graczy z tego rocznika poradziło sobie w pierwszej drużynie i w piłce seniorskiej.
 
Rozmawiał: JAKUB WYDRA





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Sierpień 2019

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,47242-grzegorz_szoka_zawodnicy_musza_docenic_miejsce_w_ktorym_sie_znajduja.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno