TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Cezary Miszta: Mój przykład pokazuje, że warto walczyć o marzenia
06.12.2018 20.00, autor: MICHAŁ PAPIERZ, JAKUB WYDRA, fot. ALEKSANDRA WÓR, LW,
– Pamiętam swój pierwszy trening w "jedynce", na płycie głównej przy Ł3. Przyszli na niego kibice i śpiewali przez 15 minut, jako podziękowanie za remis 3:3 z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Przed treningiem do szatni wprowadzał mnie Radek Majecki i nie za bardzo wiedziałem, jak mam się zachować. Sam trening to było dla mnie wielkie przeżycie, niesamowite ciarki na całym ciele. Czułem się jakbym miał za chwilę zagrać o mistrzostwo świata. To był ten dzień, kiedy po raz pierwszy naprawdę poczułem, że spełniam swoje największe marzenie – mówi 17-letni bramkarz Cezary Miszta w obszernym wywiadzie dla akademia.legia.com.
 
Nasz sposób pracy z bramkarzami jest doceniany przez zagraniczne kluby. W ostatnich dniach gościliśmy przedstawicieli rosyjskiego Zenitu Sankt Petersburg, wcześniej byli u nas trenerzy między innymi z Southampton FC czy japońskiej akademii Ventforet Kofu. Jednym z owoców naszej pracy z golkiperami jest utalentowany 17-latek, Cezary Miszta, który ma za sobą pięć obozów z pierwszym zespołem Legii, znajdował się również w kadrze "jedynki" na rundę wiosenną sezonu 2017/2018. Dziś Czarek występuje w drużynach Legii II oraz U18, otrzymał również powołanie na listopadowe zgrupowanie reprezentacji Polski U18.
 
***
 
 
Jak to jest być zawodnikiem klubu, któremu kibicuje się od dziecka?
– To niesamowite uczucie. Kiedy pierwszy raz pojawiłem się na Legii jako zawodnik, poczułem ciarki na całym ciele. Po testach, jeszcze od razu na boisku, trenerzy zapytali mnie, czy chcę tutaj zostać. Ja popatrzyłem tylko na stadion, łezka zakręciła się w oku i oczywiście się zgodziłem. Nawet teraz, gdy wychodzę na trening, to mam takie uczucie. Napędza mnie ono do jeszcze cięższej pracy. Kiedyś to było dla mnie coś niewiarygodnego, żeby trenować z pierwszym zespołem Legii. Oglądając filmiki ze zgrupowań na YouTube, czułem zazdrość, chciałem tam być razem z nimi. A teraz? Jestem już po pięciu obozach z seniorami i jestem ze wszystkimi piłkarzami na „ty”. Marzenia się spełniają.
 
Skąd wzięła się w Tobie miłość do Legii?
– Łuków to legijne miasto. Na każdym meczu są kibice z moich rodzinnych stron. Często z bratem jeździliśmy na Łazienkowską by dopingować Legii na stadionie. Odkąd pamiętam byłem mocno „zafiksowany” na punkcie Wojskowych. Cały pokój mam w czerwono-biało-zielonych barwach, a biurko zaklejone vlepkami. Na każde święta musiałem dostać prezent z FanStore’a Legii, nie było innej opcji. Obłęd!
 
Jak to się stało, że trafiłeś na Łazienkowską?
– Graliśmy mecz kadr wojewódzkich. Obroniłem karnego Bartka Ciepieli i wydaje mi się, że właśnie tamtym występem zapracowałem sobie, by trafić do notesu skauta Legii. W szóstej klasie podstawówki byłem też na naborze w Legii. Spodobałem się, zostałem zaproszony na jeszcze jedne testy. Po nich klub chciał mnie już ściągnąć na stałe, ale rodzice zaprotestowali, chcieli żebym został jeszcze w Łukowie, w miejscowych Orlętach. Myśląc o piłce nieco poważniej, musiałem w końcu jednak opuścić rodzinne miasto. Przez pół roku występowałem w Motorze Lublin. To był dla mnie bardzo dobry czas, bo mogłem grać z dwa lata starszymi zawodnikami, dzięki czemu szybciej podnosiłem swoje umiejętności i zapracowałem na transfer do Legii.
 
 
 
 
Skąd w ogóle pomysł by zostać piłkarzem?
– Wszystko zaczęło się od tego, że rodzice zaprowadzili mnie na trening do AMPlusu Łuków. Miałem wtedy około 9 lat i nawet nie interesowałem się piłką. Trener uczył mnie od samych podstaw, bo nic kompletnie nie umiałem. Mój brat też grał w piłkę nożną i pewnie dlatego w końcu sam się w to wkręciłem. Nie chciałem być gorszy od niego i motywowało mnie to do podnoszenia swoich umiejętności. Z czasem przerodziło się to w takie uczucie, że nie widzę świata poza piłką. To moja miłość.
 
Kto jest Twoim bramkarskim wzorem?
– Przede wszystkim staram się wzorować na Edersonie z Manchesteru City. Jeśli chodzi o grę nogami i decyzyjność, jest to według mnie absolutny top i wzór do naśladowania. Z kolei biorąc pod uwagę ustawianie się i szybkość reakcji moim idolem jest Marc-Andre ter Stegen. Obaj to nowocześni bramkarze z najlepszych na świecie klubów.
 
Jak definiujesz pojęcie „nowoczesny bramkarz”?
– Na pewno nie jest to tylko przywiązanie do linii i odbijanie piłek, które lecą gdzieś w okolice bramkarza. Przede wszystkim jest to gra na przedpolu i z drużyną w ofensywie, poprawne wznawianie od bramki, wyłapywanie dośrodkowań, przecinanie piłek prostopadłych. Moim zdaniem, tak właśnie powinien grać bramkarz w nowoczesnym futbolu, a Ederson i ter Stegen to najlepsze tego przykłady.
 
Oglądasz mecze Man City i Barcelony pod kątem analizy ich zachowań?
– Od kiedy jestem zawodnikiem Legii, mój pogląd na oglądanie meczów znacznie się zmienił. Kiedyś oglądałem tylko dla przyjemności, a teraz próbuję analizować ustawienie zawodników czy podejmowane przez nich decyzje. Można się z tego typu obserwacji bardzo wiele nauczyć i staram się z tego czerpać pełnymi garściami.
 
Od początku byłeś bramkarzem?
– Nie (śmiech). Kiedyś bardziej lubiłem zdobywać bramki niż jej bronić. W Orlętach Łuków, w juniorach były jeszcze zmiany hokejowe. Wtedy czasami grałem pierwszą połowę na bramce, a drugą w środku pola na pozycji "8" albo "10". Byłem na nich próbowany, bo nie miałem szybkości, ale byłem bardzo wytrzymały. Po meczach trener wystawiał nam oceny od 0 do 10. Czasem za grę na bramce dostawałem 6, a za grę w pomocy 7 albo 8 (śmiech).
 
A sam lepiej czułeś się na bramce czy jako zawodnik z pola?
– Zdecydowanie na bramce. Lubiłem strzelać gole, ale jak już miałem wybór to wolałem stanąć w "klatce”.  Mimo wszystko nawet teraz jak wychodzimy rekreacyjnie pograć na orliku, to gram „w polu”. Rok temu, gdy trenowałem w rezerwach u trenera Dębka i miałem kontuzję palca, trener chciał, żebym normalnie trenował jako zawodnik z pola i myślę, że nawet za bardzo wtedy od nich nie odstawałem.
 
Trafiłeś do Legii latem 2016 roku jako piętnastolatek. Co na początku sprawiało Ci najwięcej problemów?
– Warszawa to ogromne miasto. Poruszanie się po niej samemu było czymś, co przeraziło mnie chyba najbardziej. Jeśli chodzi o aklimatyzację w nowym otoczeniu, z dala od bliskich, nie miałem z tym większego problemu. Wcześniej byłem pół roku w Lublinie, mieszkałem w bursie i to było już dla mnie takie małe przygotowanie pod transfer do Legii.
 
Szybko trafiłeś do seniorskiej drużyny Wojskowych. Jak wyglądało Twoje pierwsze zetknięcie z dorosłą szatnią tak wielkiego klubu?
– Pamiętam swój pierwszy trening w "jedynce", na płycie głównej przy Ł3. Przyszli na niego kibice i śpiewali przez 15 minut, jako podziękowanie za remis 3:3 z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Przed treningiem do szatni wprowadzał mnie Radek Majecki i nie za bardzo wiedziałem, jak mam się zachować. Powiedzieć "dzień dobry" czy "cześć"? Wszedłem taki skulony, stanąłem pod ścianą i powiedziałem nieśmiało „Dzień dobry!”. Wtedy podszedł do mnie Kuba Rzeźniczak i mówi do mnie „Młody, co Ty. Siema!”. Przeszedłem się po szatni, przybiłem piątki z zawodnikami i szukałem miejsca dla siebie. Jedno było wolne, więc tam usiadłem. Jak się niedługo okazało, było to miejsce Guilherme, który poszedł wtedy do toalety. Jak wrócił i zobaczył mnie na swoim miejscu, tylko się uśmiechnął. Zacząłem go przepraszać, poczułem się strasznie głupio. Gui objął mnie i usadził obok siebie. Wówczas stres trochę opadł. Sam trening to było dla mnie wielkie przeżycie, niesamowite ciarki na całym ciele. Czułem się jakbym miał za chwilę zagrać o mistrzostwo świata. To był ten dzień, kiedy po raz pierwszy naprawdę poczułem, że spełniam swoje największe marzenie.
 
 
 
 
Który zawodnik "jedynki" wywarł na Tobie wtedy największe wrażenie?
– Vadis Odjidja-Ofoe. Gość był ponad tę ligę. W Champions League strzelał bramki Realowi, potrafił wygrać nam w pojedynkę mecz w lidze. Początki były dla niego trudne przez to, że miał nadwagę, ale jak odpalił, to był piłkarzem z innej planety. Ważną postacią w szatni do dziś jest Miroslav Radović, który potrafi ustawić młodego do pionu, ale jest też bardzo pomocny i życzliwy. Legię ma głęboko w sercu, to jego klub. Gdy wchodzi do szatni, bije od niego niesamowita charyzma, od razu czuć do niego respekt. Z "młodzieży" na pewno Radek Majecki i Sebastian Szymański - mają niesamowite umiejętności i myślę, że to oni będą stanowić w przyszłości o sile tego klubu.
 
Byłeś już na kilku obozach z pierwszą drużyną. Jak wygląda taki wyjazd z perspektywy nastoletniego zawodnika?
– Pierwszy raz na obóz pojechałem w zimę, za czasu trenera Jacka Magiery. Jadąc tam, nie wiedziałem czego się spodziewać. Byłem najmłodszy i do tego po pół roku pobytu w Legii. Wtedy mocno wspierali mnie starsi zawodnicy. Na treningach czułem się niesamowicie, wszystko mi wychodziło. Bardzo pomagał mi Miro Radović, mega mnie motywował. Czułem, jakbym znał się z tymi chłopakami dłuższy czas. Wieczorami siadał ze mną Kuba Rzeźniczak i długo rozmawialiśmy. Po powrocie z pierwszego obozu, miało być kilka dni przerwy i wyjazd na drugi. Nie spodziewałem się tego, ale dostałem telefon od trenera Dowhania, który poinformował, że ponownie jadę przygotowywać się z „jedynką”. Wtedy drugi raz pojawiły się łzy w oczach. Pamiętam, jak po informacji o wyjeździe na pierwszy obóz nie mogłem zasnąć w nocy. Wyobrażałem sobie to wszystko i już wtedy przechodziły mnie ciarki, a gdy dostałem informację o kolejnym obozie, popłakałem się w domu, byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Mój przykład pokazuje, że warto walczyć o marzenia. Bardzo ciężko pracowałem, by znaleźć się tu, gdzie jestem, rozwijać się. A dziś jestem nie tylko w najlepszym klubie w Polsce, ale przede wszystkim w klubie, który kocham.
 
Po drugim obozie byłem praktycznie cały czas na treningach z pierwszym zespołem. Nie byłem zgłoszony do Ekstraklasy, ale codziennie z nim trenowałem. Czułem się jako pełnoprawny zawodnik kadry. Na fetę na Starówkę po zdobyciu Mistrzostwa Polski też mnie zaproszono. Na trzeci obóz pojechałem jeszcze za kadencji Jacka Magiery, latem do Warki. Myślę, że zostałbym wtedy na stałe w pierwszym zespole, ale z wypożyczenia powrócili Konrad Jałocha oraz Jakub Szumski. Wróciłem do drugiej drużyny, co nadal było dla mnie dużym wyróżnieniem. Trenowanie ze starszymi to było dla mnie coś niesamowitego. Ogromna szansa na rozwój. Później pojechałem jeszcze na obóz z "jedynką", kiedy trenerem był Romeo Jozak. Przed tym zgrupowaniem byłem po trzymiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i nie najlepiej mi się broniło. Musiałem się odbudować. Na rundę wiosenną zostałem włączony do kadry pierwszej drużyny. Po zakończeniu sezonu dostałem nawet złoty medal za mistrzostwo Polski, choć nie miałem w tym sukcesie czynnego udziału. Bardzo się z niego cieszę, ma specjalne miejsce w moim pokoju.
W minione lato, za trenera Klafuricia, ponownie byłem na obozie w Warce. Było to jednak bezpośrednio po finałach CLJ, więc dostałem od sztabu szkoleniowego trochę wolnego w trakcie zgrupowania. Teraz też mam cichą nadzieję, że znajdę się kadrze na zimowe zgrupowanie w Portugalii. Będę pracował, by tak się stało!
 
 
 
 
Trenerzy pomagali ci jakoś na pierwszych obozach w aklimatyzacji w seniorskiej drużynie? Czy zostałeś od początku rzucony na głęboką wodę?
– Może nie do końca nazwałbym to "rzuceniem na głęboką wodę", ale na pewno nie było dla mnie żadnej taryfy ulgowej ze względu na wiek. Nikt się ze mną nie pieścił ani nie głaskał po głowie. Traktowali mnie na równi ze wszystkimi zawodnikami. Były momenty, że trener Magiera siadał ze mną i rozmawiał, żeby mnie lepiej poznać, ale takie rozmowy dotyczyły każdego gracza. W Warszawie także dużo z nim rozmawiałem. Mocno się stresowałem tymi rozmowami, ale były to dla mnie bardzo miłe konwersacje. Nawet jak trener Magiera nie pracował już w Legii, pamiętał o moich urodzinach. Było to bardzo miłe zaskoczenie.
 
Co poradziłbyś nastoletniemu zawodnikowi, który po raz pierwszy jedzie na zgrupowanie z pierwszą drużyną Legii?
– Po pierwsze pokora i ciężka praca. Tylko w ten sposób można zyskać akceptację starszych zawodników i trenera. Nie można zapominać, że sam wyjazd na obóz z "jedynką" to dopiero początek twojej drogi do celu, a nie jego realizacja. Dziś jesteś na treningu w seniorach, a za chwilę może cię nie być w Legii. Tylko od ciebie zależy, jak zostaniesz zapamiętany, czy pokażesz się od najlepszej strony. Jeśli będziesz sumiennie pracował i pamiętał, że niczego wielkiego póki co nie osiągnąłeś, twoja szansa na sukces automatycznie wzrasta.
 
Z czym według Ciebie młody zawodnik może mieć największy problem na etapie wchodzenia do seniorskiego zespołu?
– Przechodząc z etapu juniora do seniorów trzeba być bardzo cierpliwym. Należy pracować jeszcze ciężej niż dotychczas. W dorosłym futbolu nie ma już tak, że trener rotuje składem i daje wszystkim okazję, aby grali w miarę po równo. Tutaj trzeba już na swoje zasłużyć, by dostać szansę należy najpierw na to zapracować. Tu jest walka o życie, pieniądze, presja kibiców i prezesów. To jest najcięższe dla młodego zawodnika, który dostaje szansę w Legii. Wielu pewnie brakuje cierpliwości.
 
Najlepszym przykładem jest historia Radka Majeckiego. Po dobrym sezonie w I lidze wrócił do Legii i przez kilka miesięcy był trzecim bramkarzem. Cierpliwie czekał na swoją szansę, a gdy się taka nadarzyła - wykorzystał ją. Dziś to on dzierży miano pierwszego bramkarza seniorskiej drużyny Legii Warszawa. Wielu na jego miejscu zabrakłoby cierpliwości, odpuściliby sobie walkę i ciężką pracę. Żeby być w takim klubie, jak Legia, nie wystarczą umiejętności. Trzeba też mieć odpowiedni charakter.
 
 
 
 
Teraz na przemian występujesz w Legii II i zespole U18.
– W moim wieku najważniejsze są minuty spędzone na boisku. Wiadomo, optymalnie byłoby grać na jak najwyższym poziomie, ale nie traktuję gry w CLJ jako kary czy kroku wstecz. Najważniejsza jest w tym momencie dla mnie regularna gra, niezależnie od poziomu, bo muszę zbierać doświadczenie typowo meczowe. Pewnych rzeczy nie da się wypracować samym treningiem. Mecze w CLJ też rozwijają, liga jest silniejsza niż rok temu. Nie musimy czekać na rundę finałową, aby grać z topowymi zespołami w Polsce. Schodząc do CLJ, nie obrażam się, tylko staram się robić wszystko jak najlepiej, pomóc chłopakom. Prawda też jest taka, że nie mam żadnego osiągnięcia w juniorach i chciałbym na koniec sezonu cieszyć się z mistrzostwa Polski!
 
Z którym kolegą w Legii trzymasz się najbliżej?
Mateusz Szyszkowski
Mateusz Szyszkowski
Obrońca, ur. 7 luty 2001 r.
Legia Warszawa U18
jest taką osobą, z którą mam najlepszy kontakt i znam się najdłużej. Już za czasów kadry województwa lubelskiego mieliśmy dobry kontakt. Gdy trafił do Legii to często rozmawialiśmy ze sobą, czy to w klubie, czy przez telefon. Pamiętam taką sytuację, jeszcze przed moim transferem do Akademii, kiedy przyjechałem na mecz na Ł3 i siedziałem na trybunie rodzinnej, a Mateusz podawał piłki za jedną z bramek. Dużo rozmawialiśmy w trakcie tego meczu i zażartowałem wtedy „do zobaczenia niebawem w Legii”. Nie minęło pół roku i zostałem zawodnikiem Wojskowych (śmiech).
 
Jak wygląda przyspieszone dorosłe życie 17-latka?
– Młody chłopak z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy, zanim nie przyjdzie mu ich doświadczyć na własnej skórze. Tak jest również z samodzielnym radzeniem sobie w dużym mieście, w dużym klubie, z dala od najbliższych. Szczególnie gdy zaczynasz wynajmować mieszkanie, dużo się w twoim życiu zmienia. Głupi przykład, pierwszy z brzegu - posiłki trzeba przygotowywać sobie samemu. Nie ugotujesz obiadu to będziesz chodził głodny, nikt tego za ciebie nie zrobi. Wcześniej w bursie wszystko było gotowe, podane pod nos. Wydaje mi się, że wielu młodszych zawodników tego nie docenia, narzekają na życie w bursie. Prawdziwą lekcją dorosłości będzie dla nich dopiero czas, gdy zmuszeni będą sami o wszystko zadbać. Inna sprawa, teraz nikt mnie nie kontroluje tak jak w bursie i trzeba być bardziej dojrzałym. Szczególnie w kontekście odpowiedniego gospodarowania czasem czy wcześniejszego chodzenia spać, gdy w perspektywie ma się poranny trening. Obecnie mieszkam z Amosem Shapiro-Thompsonem i jest to dla mnie doskonała lekcja języka angielskiego (śmiech). Żadna szkoła ani kurs nie podniesie tak twoich umiejętności językowych, jak konieczność codziennego porozumiewania się z osobą, która nie mówi po polsku.
 
W którym zagranicznym klubie chciałbyś zagrać w przyszłości?
– Przede wszystkim w Realu Madryt. Od lat to mój ulubiony zagraniczny klub. Teraz bardzo podoba mi się też Manchester City, bo dużo korzystają z gry nogami bramkarza. Choć zdecydowanie bardziej kibicowałem dotąd ManU, gdyby pojawiła się oferta z niebieskiej części Manchesteru, to bym jej nie odrzucił.
 
Jak wychodzi Ci łączenie piłki i szkoły?
– Nie będę ukrywał, jest ciężko (śmiech). Chodzę do szkoły prywatnej, mam indywidualny tok nauczania. Czasami lekcje kolidują mi z treningami, więc naprawdę rzadko bywam w szkole. Jednak nauczyciele nieco przychylniej patrzą na mnie i pomagają mi, abym nie narobił sobie dużych zaległości.
 
Twój ulubiony przedmiot?
– Język polski. Nienawidzę gramatyki i ortografii, ale bardzo lubię literaturę.
 
Najmniej lubiany przedmiot?
– Język niemiecki.
 
 
 
 
Jak lubisz spędzać swój wolny czas?
– Szczerze mówiąc, nie mam zbyt dużo wolnego czasu dla siebie. Jest szkoła, są treningi, na nudę więc nie narzekam. Kiedy już mam wolny wieczór to albo spędzałem go z dziewczyną albo gram z Amosem na PlayStation.
 
Ulubiona książka?
– Sporo czytam, więc ciężko wskazać mi jedną ulubioną pozycję. Sportowcom zdecydowanie polecam „Obsesję Doskonałości” Dawida Piątkowskiego. Ostatnio natomiast przeczytałem „Moją Spowiedź” Dawida Janczyka. Momentami aż mi się łezka w oku kręciła. Mocna książka, bardzo smutna historia.
 
Ulubiona potrawa?
– Ryż z kurczakiem.
 
Ulubiony film?
„Do utraty sił”.
 
Ulubione miejsce w Warszawie?
– Łazienkowska 3!
 
Jakiej muzyki słuchasz?
– Dosłownie wszystkiego. Disco polo, rap, pop. Przed meczami w ostatnim czasie słucham Roya Jonesa. Lubię żywą, dynamiczną muzykę - taka pobudza mnie najbardziej.
 
Najlepsza rada jaką kiedykolwiek dostałeś?
– "Stąpaj twardo po ziemi i niezależnie od tego, co się dzieje dookoła, nie zmieniaj się i bądź sobą".
 
 
 
 
Komu zawdzięczasz najwięcej, jeśli chodzi o Twoją dotychczasową przygodę z piłką?
– Trenerowi Krzysztofowi Dowhaniowi, bo dał mi szansę pracy z pierwszym zespołem oraz trenerowi Maciejowi Kowalowi, bo bardzo wiele się od niego nauczyłem i dalej uczę w drugim zespole.
 
Największy twardziej w zespole?
Łukasz Zjawiński
Łukasz Zjawiński
Napastnik, ur. 2001
Legia Warszawa II
.
 
Największy technik?
– Jest ich kilku. Amos,
Bartłomiej Ciepiela
Bartłomiej Ciepiela
Pomocnik, ur. 24 maja 2001 r.
Legia Warszawa U18
,
Radosław Cielemęcki
Radosław Cielemęcki
Pomocnik, ur. 19 luty 2003 r.
Legia Warszawa U17
,
Oskar Wojtysiak
Oskar Wojtysiak
Obrońca, ur. 1999
Legia Warszawa II
.
 
Najszybszy zawodnik?
Michał Karbownik
Michał Karbownik
Pomocnik, ur. 2001
Legia Warszawa II
.
 
Największy żartowniś?
Bartłomiej Ciepiela
Bartłomiej Ciepiela
Pomocnik, ur. 24 maja 2001 r.
Legia Warszawa U18
.
 
Największy kujon?
– W gimnazjum był nim
Konrad Matuszewski
Konrad Matuszewski
Obrońca, ur. 2001
Legia Warszawa II
. Teraz nie wiem, jak się chłopaki uczą, bo nie chodzę z nimi do szkoły.
 
Najlepszy tancerz?
Łukasz Łakomy
Łukasz Łakomy
Pomocnik, ur. 18 stycznia 2001 r.
Legia Warszawa U18
.
 
Największy modniś?
Mateusz Leszczuk
Mateusz Leszczuk
Pomocnik, ur. 15 stycznia 2001 r.
Legia Warszawa U18
.
 
Największa charyzma?
Kacper Wełniak
Kacper Wełniak
Napastnik, ur. 2000
Legia Warszawa II
i
Łukasz Zjawiński
Łukasz Zjawiński
Napastnik, ur. 2001
Legia Warszawa II
.
 
Zawodnik, który ma największe szansę na zaistnienie w dużej piłce?
Michał Karbownik
Michał Karbownik
Pomocnik, ur. 2001
Legia Warszawa II
. Ma niesamowitą szybkość. Świetna gra na jeden, dwa kontakty. Z piłką przy nodze jest jak burza. Nikt go nie zatrzyma. W wieku 17 lat bardzo dobrze sobie radzi w III lidze. Mimo, że jest malutki, śmiało walczy z wyższymi, silniejszymi zawodnikami, nie boi się tego. W kadrze Polski też jest wyróżniającym się zawodnikiem.
 
Polski bramkarz, który najbardziej Ci imponuje?
– Wojciech Szczęsny był moim idolem za czasów gry w Arsenalu. Bardzo się na nim wzorowałem, w pewnym sensie nadal to robię. Kibicuję mu i mam nadzieję, że kiedyś będzie dane mi go poznać. Podoba mi się jego styl gry.
 
Twoje największe marzenie?
– Na ten moment debiut w pierwszej drużynie Legii, na stadionie przy Łazienkowskiej 3, a także gra z orzełkiem na piersi w reprezentacji. Tak bardziej prywatnie to założyć szczęśliwą rodzinę i mieć trójkę dzieci (śmiech).





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Grudzień 2018

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,47224-cezary_miszta_moj_przyklad_pokazuje_ze_warto_walczyc_o_marzenia.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno