TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Sokołowski: Nastoletnim zawodnikom często brakuje samokrytyki
05.01.2018 18.40, autor: Jakub Wydra, fot. Anna Okolus/legia.net; Legia Warszawa, źródło: własne
- Na pewno w utrzymaniu chłodnej głowy nie pomaga bardzo szybkie uwielbienie, wysokie kontrakty, menedżerowie. Dziś nie każdy mówi obiektywnie o twoich umiejętnościach, często za tymi opiniami idą po prostu czyjeś interesy. Młody zawodnik jest natomiast bardziej łatwowierny i szybko popada w samozachwyt. Brakuje konstruktywnej krytyki, na tym również polega rola trenera, by potrafił swojemu piłkarzowi uświadomić, w którym miejscu w danym momencie jest naprawdę - mówi w długiej rozmowie z akademia.legia.com Tomasz Sokołowski, były zawodnik Legii Warszawa, obecnie trener zespołu U17 naszej Akademii.
 
Fakt, że byłeś zawodowym piłkarzem ułatwia Ci dziś w jakiś sposób pracę w roli trenera?
- Ja bym się odciął od szukania tego typu prawidłowości, na przykład na zasadzie „dobry piłkarz będzie również dobrym trenerem”. To, co było kiedyś, powinno zostawić się za sobą. Praca trenera jest zupełnie czymś innym, niż granie w piłkę jako zawodnik. Trzeba być przede wszystkim odpowiednio przygotowanym do treningu, mieć pomysł na zespół, na prowadzenie zajęć, wiele rzeczy rozumieć dużo lepiej, niż rozumie to zazwyczaj piłkarz. Patrząc jednak z innej perspektywy – tak, pomaga. Pomaga lepiej zrozumieć twoich zawodników. Przewidzieć ich reakcje na dany bodziec, na twoje konkretne zachowanie czy słowa. Dzięki temu, że sam kiedyś grałem w piłkę, jest mi dużo łatwiej uświadomić sobie, co mój piłkarz chciał zrobić na boisku, jak się może czuć po nieudanym zagraniu. Myślę, że mogę też dać sporo cennych wskazówek swoim chłopakom – takich, które dać może jedynie osoba będąca kiedyś zawodnikiem. Wiem też, jak nigdy nie powinien zachować się trener, bo sam kiedyś się z takimi trenerami spotkałem, którzy zrobili coś, co było dla zespołu destrukcyjne. Wydaje mi się jednak, że ktoś, kto nigdy nie był zawodowym piłkarzem, ma takie same szanse by być dobrym trenerem, jak były – nawet bardzo dobry – zawodnik.

W latach 2003 – 2006 byłeś graczem Legii Warszawa. Jak wspominasz ten okres?
- To był bardzo fajny czas w mojej karierze, choć należy zwrócić uwagę, że był to zupełnie inny klub, niż teraz. Za moich czasów nie było tego pięknego stadionu, nie było takiego zaplecza dla piłkarzy, jakie jest obecnie. Byli za to tak samo żywiołowi, oddani kibice, a granie przy Łazienkowskiej było czymś naprawdę niesamowitym. Zupełnie inna była również atmosfera jeśli chodzi o szatnię i zawodników. Większość zespołu stanowili Polacy, chociażby pracujący dziś w Akademii Jacek Zieliński (dyrektor Akademii Legii – przyp. red), Tomek Kiełbowicz, który jest skautem,
Marek Saganowski
Marek Saganowski
Trener, ur. 31 października 1978
Legia Warszawa U18
(II trener w zespole rezerw – przyp. red) czy Jacek Magiera, który w poprzednim sezonie doprowadził Legię do mistrzostwa Polski. Fajnie, że klub daje szansę swoim byłym piłkarzom – ludziom, którzy mają to legijne DNA we krwi. Kiedyś oddawaliśmy serce i zdrowie na murawie za ten klub, a dziś możemy dalej robić dla niego coś dobrego, tyle że w innych rolach.
 
 


Skąd pomysł, by zostać właśnie piłkarzem?
- Piłka była obecna w moim życiu od najmłodszych lat. To pokolenie, w którym mi przyszło dorastać, charakteryzowało się tym, że większość chłopaków chciała zostać kiedyś zawodowym piłkarzem. W tamtych czasach każdy chciał być drugim Zbigniewem Bońkiem (śmiech). Dużo graliśmy na podwórku i tak zrodziła się pasja do futbolu. Ja nie tyle myślałem, że będę zawodnikiem – wiedziałem, że nim będę! Byłem pewien, że kiedyś uda mi się zagrać na najwyższym poziomie w Polsce i może właśnie dzięki tej determinacji udało mi się to osiągnąć. Szkoda, że dziś wygląda to zupełnie inaczej. W obecnych czasach piłka jest bardziej sposobem na życie, niż taką prawdziwą pasją.

Dawniej nie mówiło się tyle o szkoleniu młodych piłkarzy, o systemach szkolenia, budowaniu boisk, a mimo to mieliśmy wielu dobrych zawodników grających w zachodnich klubach. Z czego to wynika?
- Powiem szczerze, że dużo się nad tym zastanawiałem. Ostatnio byliśmy w Hiszpanii na turnieju międzynarodowym i zauważyłem pewne ciekawe zjawisko – tam małe dzieci w każdej wolnej chwili grają w piłkę. To często małe gry, ale bogate w drybling, kiwanie – dzieci są non stop z piłką przy nodze. Tak samo było kiedyś u nas. Nikt nas tak naprawdę nie uczył gry w piłkę czy nie kształtował koordynacji – wszystko wynikało z gry na podwórku. Dziś chłopcy mają trening i tyle – poza zajęciami w klubie mało kto spędza czas z piłką. W czasach, w których ja się wychowywałem, była gra z kumplami, a trening był jedynie dodatkową jednostką. To był bardzo duży plus. Inna sprawa, że my uprawialiśmy wtedy wiele dyscyplin naraz, graliśmy w siatkówkę, w koszykówkę, pływaliśmy, chodziliśmy po drzewach – i dzięki temu rozwijaliśmy się pod wieloma aspektami. Dziś tego nie ma. Chłopcy zdecydowanie odstają pod względem sprawności w stosunku do tego, jak sprawni byliśmy my wtedy. Gdy rozmawiam z dawnymi kolegami z boiska, zazwyczaj wszyscy jesteśmy zgodni – nas jako piłkarzy kształtowało podwórko. Do tego trudne środowisko grania – żeby dostać się do drużyny grającej w wakacje, dajmy na to, o 19 trzeba było być bardzo dobrym, bo inaczej starsi zajmowali boisko. Jak miałeś odpowiednie umiejętności – miałeś szansę załapać się do ich drużyny. W dzisiejszych czasach mamy lepiej wyedukowanych trenerów, ale pracują na słabszym materiale. Piłkarze są mniej sprawni, natomiast trenerzy mają coraz więcej możliwości rozwoju – są konferencje, staże, kursy, jest internet. Na pewno jest dużo łatwiej by stawać się coraz lepszym szkoleniowcem, ale niezależnie od tego – najważniejsze, z jakim materiałem ludzkim przychodzi ci pracować.

Gdzie szukać przyczyn takiego stanu rzeczy?
- Najprościej byłoby zgonić wszystko na chłopaków, ale nie – moim zdaniem przyczyn należy szukać gdzieś indziej. Ogromne znaczenie ma to, jak zmienia się świat, w jakim tempie zachodzi chociażby postęp technologiczny. Są smartfony, konsole, telewizja, internet, portale społecznościowe… Dziś świat żyje tym, za naszych czasów tego wszystkiego nie było. My całe dnie spędzaliśmy na podwórku, bo na dobrą sprawę nie było nic innego do roboty. Dziś dzieci spędzają czas przed ekranem telefonu czy telewizora, bo mają masę różnego rodzaju multimedialnych rozrywek. Być może – gdyby to wszystko było już w naszych czasach – byłoby tak samo? Pewnie tak. Ludzie szybko przyzwyczajają się do udogodnień i nie można czynić z tego zarzutu tylko do młodzieży. Trzeba natomiast walczyć o to, by dla tych chłopców futbol, czy – szerzej patrząc – sport stał się bardziej atrakcyjnym sposobem spędzenia wolnego czasu niż granie na PlayStation. To nie będzie łatwe, ale trzeba próbować.
 
 


Duża liczba zajęć w szkole i zadawanych do domu lekcji nie sprzyja wychodzeniu na boisko, bo wolnego czasu zostaje bardzo niewiele…
- Zdecydowanie, to jest problem. Dziś młodzież większość czasu ma zorganizowaną na masę różnych zajęć. Patrzę na swoją córkę, jak ona wraca ze szkoły i siada do odrabiania prac domowych czy nauki, rzadko kiedy kończy to robić przed 19. Przecież ma prawo być zmęczona po kilkunastu godzinach w szkole, odrabiania lekcji, nauki… Inne dzieci mają jeszcze na przykład zajęcia z języków obcych i ciężko znaleźć wolną chwilę na odpoczynek, nie mówiąc o graniu w piłkę czy uprawianiu innych sportów z pasji. Według mnie to chore, że tak dużo czasu dzieciom pochłania odrabianie lekcji po zajęciach w szkole… My w ich wieku większość czasu spędzaliśmy na podwórku. Odrabianie prac domowych to była chwila, a później szło się kopać piłkę. Może mieliśmy trochę mniej wiedzy, ale byliśmy zdrowsi i sprawniejsi. Pytanie, co jest ważniejsze? Dziś generalnie jest bardzo duża presja, również ze strony rodziców, by rozwijać się na wielu płaszczyznach, dużą wagę przywiązuje się do wykształcenia, zaś piłka i ogólnie – zdrowy tryb życia – zeszły na dalszy plan. Później wszyscy się dziwią, że nasi piłkarze są słabsi, niż ci na Zachodzie. Czy może być inaczej, kiedy już na samym dole piramidy, wśród kilkuletnich dzieci, praktycznie nie ma czasu na obcowanie z piłką przy nodze? Może nad tym powinniśmy się dziś zastanowić?

Mecze z międzynarodowymi rywalami na poziomie Akademii pomagają dogonić poziom, jaki jest w zachodnich ligach?
- Generalnie, kiedy jedziemy na turniej międzynarodowy czy gramy sparing z zagranicznym przeciwnikiem cel jest jeden – stworzyć naszym zawodnikom trudne środowisko do rozwoju. Żeby mogli mierzyć się z piłkarzami, którzy są na podobnym lub znacznie wyższym poziomie, niż oni. Nam, trenerom, ciężko jest wyegzekwować na treningu czy podczas meczu ligowego tak zwaną „szybką grę”. Co ja rozumiem przez szybką grę? Bardzo szybkie operowanie piłką – nie bieganie, ale operowanie! Przyjęcia, podania, ale też zachowanie bez piłki. Jeżeli zmierzymy się z choćby równorzędnym rywalem, nasi chłopcy doświadczą czym jest ta szybka gra. Natomiast często grając w lidze rywal nie wytwarza na nas takiej presji, bo nie jest na tak wysokim poziomie motorycznym, więc chłopcy mogą pomyśleć „Po co mam grać szybciej, skoro tyle wystarcza?”. Im wyższe wymagania postawi przed nami przeciwnik, tym bardziej my się będziemy rozwijać. Inna sprawa, na tle takich rywali możemy zaobserwować, który zawodnik ma potencjał do gry na takim poziomie, kto rokuje, a kto może mieć problemy. Trener może również zobaczyć, na jakie elementy szczególnie musimy zwrócić uwagę w treningu w kontekście danego gracza. Inteligentny piłkarz sam też wyciągnie dla siebie wnioski – gra z Realem Madryt, patrzy jak gra chłopak na jego pozycji, jak się zachowuje. Analizuje, podpatruje, może coś wprowadza na własny grunt. To jest ten bezcenny kapitał.

Często można jednak usłyszeć „liga jest dla was za słaba, a nie wygrywacie w niej nawet ze słabszymi rywalami”.
- My nie lekceważymy ani nie wyśmiewamy żadnego krajowego przeciwnika! Spójrzmy jednak uczciwie – Legia może sobie pozwolić na ściąganie zdolnych chłopaków z całego kraju. Ile jest takich klubów w Polsce? Dwa? Trzy? Może cztery. W pozostałych wygląda to tak: zdolni chłopcy z miasta plus kilku z regionu. Różnica tkwi właśnie w tak pojmowanym potencjale. To nie znaczy, że taka drużyna nie może nas pokonać. Dlaczego męczymy się z teoretycznie dużo słabszym rywalem? Odpowiedź jest prosta – bo jesteśmy słabi technicznie. Nie można się tutaj oszukiwać, dlatego też wprowadziliśmy dodatkowe treningi indywidualne. Jak będziemy bardzo dobrzy technicznie – nie będziemy mieli problemów. Tu wracamy do tego, o czym przed chwilą rozmawialiśmy. Nasi piłkarze spędzają zbyt mało czasu z piłką przy nodze, więc mają duże problemy z podstawowymi aspektami technicznymi. Bardzo ciężko nadrobić to wyłącznie w treningu. Nasza Akademia ma bardzo fajny plan pracy, który konsekwentnie realizujemy w treningach, ale bogaty program meczowy to nieodzowny element rozwoju. Wysoka porażka z bardzo dobrym przeciwnikiem może nas dużo więcej nauczyć, niż wysokie zwycięstwo ze słabym rywalem. Dziś wychodzimy na mecz ligowy z zespołem z dolnej części tabeli, mamy przewagę w posiadaniu piłki, w kreowaniu sytuacji bramkowych, ale niewiele z tego wynika. Brakuje tego smaczku w postaci techniki, wygrania pojedynku, dołożenia stopy – to są te elementy, które wyrabia się liczbą powtórzeń i czasem spędzanym przy piłce. W im trudniejszym środowisku będziemy to robić, tym lepsze osiągniemy efekty.
 
 


Szesnastoletni chłopak może jeszcze nadrobić tak duże zaległości?
- Na pewno można pewne elementy poprawić, ale by w pełni nadrobić stracony czas – według mnie nie ma takiej możliwości. Zmiany musimy wprowadzać przede wszystkim wśród najmłodszych – żeby to oni spędzali jak najwięcej czasu z piłką przy nodze, tak jak to ma miejsce chociażby w Hiszpanii. To jest właśnie ta przepaść między ligą polską, a ligą hiszpańską, reprezentacją Polski i reprezentacją Hiszpanii. Naszymi chłopakami i ich hiszpańskimi rówieśnikami. I nadrobić stracone lata będzie bardzo ciężko. Należy pamiętać, że niezależnie jak mocno będziemy pracować – oni też będą to robić. Oni nie drzemią, tylko cały czas się rozwijają. To tak, jakbyś chciał dogonić na autostradzie samochód, który jest dwie godziny drogi przed tobą. Niezależnie jak szybko będziesz jechał – on też porusza się cały czas do przodu. Dlatego ta różnica między Polską a Hiszpanią pod względem umiejętności czysto piłkarskich jest dziś bardzo duża i na obecną chwilę ciężko będzie nam się do niej równać. Przez lata zaniedbywaliśmy pracę nad elementami technicznymi i musimy się pogodzić z takim stanem rzeczy, ale też ciężko pracować u podstaw, by w przyszłości jak najbardziej zbliżyć się do tego poziomu. To właśnie dlatego wprowadziliśmy od obecnego sezonu dwa treningi indywidualne w tygodniu.

W grupie A Centralnej Ligi Juniorów U17 Twój zespół zajmuje 2. miejsce. Ma to dla Ciebie znaczenie? Wiosną gracie o pierwszą lokatę?
- Powiem szczerze, to nie jest tak, że wynik i miejsce w tabeli nie mają żadnego znaczenia. Tylko ludzie pozbawieni ambicji mogą w ten sposób myśleć. W piłce to wynik jest wykładnikiem twojej pracy i trzeba zaszczepiać zawodnikom głód zwycięstwa. Oczywiście, na poziomie piłki młodzieżowej dużo bardziej wartościowym wyznacznikiem sukcesu trenera, czy ogólnie – Akademii – jest to, ilu graczy trafia do starszej kategorii wiekowej, a w dalszej perspektywie do piłki seniorskiej. Jeśli kilku chłopaków z mojego zespołu zostaje przesuniętych na stałe do drużyny U19 – to mogę być tylko dumny! Jeśli grają w starszej kategorii wiekowej i radzą sobie bardzo dobrze w tym trudniejszym środowisku – znaczy, że idziemy w dobrym kierunku. Oczywiście, wyciągnięcie kilku graczy z drużyny to spore utrudnienie w rywalizacji w naszej lidze. Musimy w pewnym sensie budować ją od nowa, ale należy pamiętać, co jest na tym etapie pracy najważniejsze. Nie sądzę, by w przyszłości kogoś interesowało, ile pucharów czy medali z czasów piłki juniorskiej masz na swojej półce. Liczyć się będzie wyłącznie to, ilu dobrych, w pełni ukształtowanych piłkarzy trafi do zawodowego futbolu.

Warsztaty uczące zawodników przydatnych w życiu umiejętności, na przykład skręcania mebli, są dziś w ogóle potrzebne?
- Moim zdaniem – są bardzo potrzebne. Inicjatywa takich warsztatów wynika też z tego, że chcemy, aby chłopcy byli bardziej zaradni życiowo. W tym wieku tego typu zajęcia są bardzo istotne, bo musimy pamiętać o jednym – nie każdy grający dziś w Akademii chłopak zostanie w przyszłości zawodowym piłkarzem. Każdy natomiast będzie dorosłym człowiekiem i będzie musiał się mierzyć z różnymi życiowymi problemami. Dlatego nasi wychowankowie mają wyrastać przede wszystkim na dobrych, odpowiedzialnych i samodzielnych ludzi. Nie oszukujmy się, ze 160 chłopców trenujących dziś w Akademii tylko jakiś procent trafi kiedyś do pierwszego zespołu. Jakaś część będzie grać w innych klubach, na różnych poziomach rozgrywkowych. A co z tymi którzy w piłce seniorskiej się nie przebiją? Muszą mieć wtedy jakąś alternatywę, umieć sobie poradzić w nowej rzeczywistości. Dlatego tak ważne, by chłopcy nie zaniedbywali szkoły, ale potrafili łączyć ją z futbolem. Poza tym, wiedza jak skręcić meble, naprawić samochód, jak wziąć kredyt – to podstawowe, codzienne umiejętności i taki jest cel tych zajęć. Uświadamiamy chłopaków, że życie może się potoczyć w różnym kierunku i muszą pamiętać, że część z nich nigdy nie zostanie zawodowymi piłkarzami. Ci, którym się ta sztuka uda – też muszą być zaradni i samodzielni.

Gdzie według Ciebie leży problem w przejściu z piłki juniorskiej do seniorskiego futbolu?
- Nieraz rozmawiałem o tym z trenerami z naszej Akademii. Wniosek jest taki, że te większe akademie uczą przede wszystkim grać w piłkę. Wiemy jednak dobrze, że zawodnicy stąd trafią na niższy poziom rozgrywkowy i czemu sobie na nim nie radzą? Bo tam mało kto chce grać w piłkę! Tam gra się przede wszystkim na wynik. Trener chce mieć zawodnika, który w pewnych sytuacjach wywali piłkę byle dalej. Nasi chłopcy są natomiast uczeni zupełnie innej gry. Później idą do II ligi i nie znajdują uznania w oczach trenera, bo on ma inne priorytety, niż to, czego my od młodego wieku uczyliśmy naszych wychowanków. To jest pewnego rodzaju pułapka. My przymykamy oko na niektóre błędy, na przykład przy wyprowadzaniu piłki, bo one muszą się zdarzać, by zawodnik nauczył się robić to dobrze. W niższych ligach trenerzy nie są w tym względzie tak wyrozumiali. Z tego wynika ta trudność przejścia z Akademii Legii do gry w piłce seniorskiej w niższych klasach rozgrywkowych. Co natomiast generalnie stanowi przeszkodę? Chłopakom bardzo często brakuje samokrytyki. Nie mają w sobie wystarczająco dużo pokory, wydaje im się, że jeśli w wieku siedemnastu lat funkcjonują w Legii Warszawa, to gdy wejdą do zawodowego futbolu też wszystko będzie wyglądać kolorowo. Tutaj dużo rzeczy przychodzi im na boisku z łatwością, później idą wyżej, pojawiają się problemy i nie potrafią się z tym pogodzić. Na pewno w utrzymaniu chłodnej głowy nie pomaga bardzo szybkie uwielbienie, wysokie kontrakty, menadżerowie. Dziś nie każdy mówi obiektywnie o twoich umiejętnościach, często za tymi opiniami idą po prostu czyjeś interesy. Młody zawodnik jest natomiast bardziej łatwowierny i szybko popada w samozachwyt. Brakuje konstruktywnej krytyki, na tym również polega rola trenera, by potrafił swojemu piłkarzowi uświadomić, w którym miejscu w danym momencie jest naprawdę. W końcu taki piłkarz trafi później do seniorów, gdzie przyjdzie mu zmierzyć się z mężczyznami, walczyć o punkty, o pozycję trenera, o pieniądze, o nowy kontrakt – i nie każdy będzie w stanie to udźwignąć.

Dzisiejszej młodzieży brakuje głodu sukcesów? Może młodzi piłkarze są zbyt rozpieszczeni?
- Sporo w tym prawdy, choć ja akurat miałem szczęście, że trafiłem na grupę bardzo ambitnych młodych ludzi. Wcześniej, jako asystent, pracowałem przy roczniku 2000, dziś prowadzę zespół U17 i w obu przypadkach miałem okazję współpracować z głodnymi sukcesów chłopakami. Mają wewnętrzne parcie na zwycięstwa i widać gołym okiem, że rzeczywiście chcą coś w piłce osiągnąć. O tym, jak to wygląda w młodszych kategoriach wiekowych wiem tylko z rozmów z trenerami. Ja bym powiedział, że bardziej niż ambicji często brakuje im po prostu charakteru. Tej umiejętności poświęcania się za zespół, walki na 120% zaangażowania. Jak nad tym pracować? Przede wszystkim, osobiście uważam, że trener nie powinien prosić zawodnika by dawał z siebie wszystko na murawie. To powinna być dla każdego piłkarza oczywistość. Nie można mówić o zmuszaniu czy o motywowaniu do walki – bez niej nigdy nie będziesz dobrym graczem, zawodowcem. Ponadto, zawodnik przychodzący na trening powinien wiedzieć, po co tu przychodzi. Moim zdaniem, w rzeczywistości nie zawsze tak to wygląda. Są piłkarze, którzy przychodzą na zajęcia tylko po to, żeby odbębnić i pójść do domu. Nie ukrywam, że takie jednostki bardzo działają mi na nerwy.
 
 


Głowa w piłce ma znaczenie?
- Ogromne. Prawda jest taka, że najwięksi sportowcy, którzy osiągają sukcesy, tak w piłce, jak i innych dyscyplinach, bardzo często pracują z psychologiem. Może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale ja uważam, że w dzisiejszych czasach zawodnicy powinni być otwarci na pracę i rozwój również w tym aspekcie. Piłkarze obecnie są takim, nazwijmy to brzydko, towarem – bardzo pożądanym przez ludzi. Wszyscy chcą ich oglądać, śledzić każdy ich krok, dookoła są obiektywy aparatów, kamery, są media społecznościowe. Najmniejsze potknięcie, czy to w życiu, czy na boisku jest od razu wyłapywane, powielane, powstają memy, ludzie o tym dyskutują, żartują. Taki zawodnik musi to wszystko przyjąć na klatę i się z tym zmierzyć, co wcale nie jest łatwe. Z „szyderą” wśród kolegów, z hejtem w internecie, i tak dalej. Nierzadko zostaje z tym sam i chyba nie trzeba nikomu udowadniać, że nie każdy sobie z tym radzi. To bardzo duże obciążenie psychiczne, a przecież prawa rządzące dzisiejszym światem dosięgają coraz to młodszych chłopaków. Jedynie mocna głowa pozwoli zawodnikowi przejść przez tego typu problemy i zawirowania, które prędzej czy później spotka na swojej drodze. Więc nad tą głową również trzeba pracować. To, że zrobisz błąd nie oznacza, że masz więcej nie próbować. Może zanim trafisz do bramki, wcześniej siedem razy kopniesz obok słupka? O to właśnie chodzi – żeby piłkarz nie stał się minimalistą tylko dlatego, że coś mu nie wychodzi. Nie można bać się porażek i błędów, one się zdarzą nie raz. Klucz do sukcesu to podnieść wtedy głowę i dalej kroczyć do przodu.

Za Twoich czasów łatwiej było zadebiutować młodemu piłkarzowi w Ekstraklasie, niż obecnie?
- Mam wręcz odwrotne wrażenie. Wydaje mi się, że za moich czasów było dużo trudniej dostać się do pierwszego zespołu, niż ma to miejsce dzisiaj. Przede wszystkim wtedy był zupełnie inny klimat szatni, młody piłkarz było dużo bardziej napiętnowany przez starszych zawodników. Oczywiście to wyrabiało charakter, ale na pewno nie pomagało w wejściu do seniorskiej piłki. Ile razy ja dostawałem, za przeproszeniem, kopa w tyłek albo po głowie, bo czegoś nie zrobiłem na treningu, albo czegoś nie przyniosłem. To stwarzało olbrzymią presję, ale być może również oddzielało chłopców od mężczyzn? Kto nie miał na tyle silnej głowy i charakteru by sobie z tą presją poradzić – przepadał. Starszy zawodnik oraz trener to były dla młodzieży świętości. Mieli olbrzymi autorytet i szacunek. Prawda jest taka, że młody chłopak musiał być naprawdę dobry, wyróżniać się na treningach, by zespół go „kupił”. Dziś raczej nie ma już tego problemu. Młodym piłkarzom wręcz toruje się drogę do pierwszej drużyny, są menadżerowie, jest moda na szkolenie i na stawianie na młodych. Kluby powoli zaczęły też dostrzegać sens wystawiania młodzieżowców, bo później mogą na nich zarobić dobre pieniądze. Inna sprawa, że obiema rękoma podpisuję się pod stwierdzeniem, że nie ma piłkarzy młodych i starych – są dobrzy i słabi. Tym przede wszystkim należy się kierować przy wyborze składu.

Szukając nastoletnich zawodników na jakie kryteria powinno zwracać się szczególną uwagę?
- Atrybuty czysto piłkarskie są bardzo ważne, ale ja nie zapominałbym o cechach wolicjonalnych. Charakter ma w futbolu ogromne znacznie. Wybierając danego zawodnika powinieneś mieć przekonanie, że zawsze będzie ciężko pracował, tak na treningu, jak i podczas meczów. Można się o tym przekonać w prosty sposób – wystarczy sprawdzić jego zachowanie w pojedynkach jeden na jeden. To jest bardzo łatwe do wychwycenia, który z graczy się łatwo poddaje, a jak ktoś odpuszcza w takich sytuacjach, to najpewniej będzie to robił zawsze. Może być dobry pod względem umiejętności piłkarskich, może mieć dobrą motorykę, ale jak zabraknie charakteru, ciężko będzie mu rywalizować na najwyższym poziomie.

Czemu służą przesunięcia chłopców do starszych kategorii wiekowych w Akademii?
- Na początku podkreślmy, że każda akademia ma prawo stosować własną filozofię, również w tej kwestii. Mnie osobiście bardzo cieszy, że Akademia Legii podąża w tym kierunku i najzdolniejszych chłopaków przesuwa się do drużyny starszej. Nie chciałbym, by zawodnika, który wyróżnia się w mojej drużynie i przerasta tę ligę trzymano na siłę w kategorii U17. Jeśli jest bardzo dobry tutaj, niech idzie dalej, do bardziej wymagającej ligi, gdzie będzie musiał rywalizować ze starszymi, pewnie też silniejszymi fizycznie przeciwnikami. To będzie po prostu lepsze dla jego rozwoju – trudniejsze środowisko, wyższe wymagania, większa konkurencja o miejsce w składzie. Ja tak na to patrzę.

Szkoła dla młodych zawodników to często zło konieczne. Jak ich przekonać, żeby jednak potraktowali naukę poważnie, bo nikt nie da im dziś gwarancji, że zostaną kiedyś zawodowymi piłkarzami?
- Powiem szczerze, mnie to przeraża, że tak wielu młodych zawodników opuszcza lekcje w szkole, zaniedbuje naukę. Dokładnie tak jak mówisz – nikt dziś nie da gwarancji żadnemu chłopakowi, że za kilka lat będzie grać w piłkę na poziomie gwarantującym mu odpowiednie pieniądze, za które będzie w stanie utrzymać siebie, swoją rodzinę. Szkoła i wykształcenie to dla nich szansa, by sobie poradzić w sytuacji, gdy kariera sportowa nie potoczy się po ich myśli. Ja swoim zawodnikom przywołuję bardzo prosty przykład – mecz UEFA Youth League z poprzedniego sezonu, kiedy młody piłkarz Borussii Dortmund w starciu z Legią doznał bardzo ciężkiej kontuzji i musiał zakończyć karierę. Cały czas im powtarzam – to jest jeden moment, kiedy wszystko może się w twoim życiu zmienić. Niestety, nie do każdego to dociera. Nie jest łatwo trafić do tych chłopaków, przekonać ich do chodzenia do szkoły, poważnego traktowania swoich obowiązków. To duże wyzwanie, dla trenerów, dla rodziców, dla całej Akademii. Zdanie matury to powinno być dla każdego piłkarza absolutne minimum, bez tego bardzo trudno funkcjonować dziś na rynku pracy. Chłopcy muszą zrozumieć, że odpowiednie wykształcenie jest w ich interesie, że dbamy o ich dobro. W przeciwnym razie, będzie im bardzo trudno sobie poradzić, jeśli nie uda im się zostać zawodowymi piłkarzami.
 
 


Wszechstronny zawodnik to dzisiaj skarb. Jak więc takich piłkarzy szkolić?
- Ogromną rolę w tym procesie odgrywa trening indywidualny. Praca z piłką przy nodze, doskonalenie swojej techniki. Jak zawodnik ma dobrą technikę użytkową, poradzi sobie na każdej pozycji. Myślę, że w Polsce jest też problem ze zbyt szybkim profilowaniem graczy. Prawy obrońca może grać tylko na prawej stronie defensywy? To błąd! Szczególnie na początku procesu szkolenia powinno się wystawiać zawodników na różnych pozycjach. Szukać różnych rozwiązań, szlifować różne aspekty. Nawet jeśli stoper pozostanie stoperem, to o ile będzie miał szersze spojrzenie na grę, jeśli doświadczy gry na defensywnej pomocy. Taki młody piłkarz powinien poznać różne pozycje, różne profile, inne zadania. Tylko tak można kształtować uniwersalnych graczy, a tacy, jak wiadomo, są później najbardziej wartościowi i pożądani.

Intensywność treningów ma znaczenie?
- Bardzo duże. Stara piłkarska prawda głosi: jak trenujesz, tak grasz. Nie można oczekiwać, że chłopak, który na treningu na dwadzieścia dośrodkowań osiemnaście razy zagra źle, w meczu będzie zagrywał inaczej. Proporcje na zajęciach muszę być odwrotne, wtedy możemy zakładać, że w spotkaniu również te dośrodkowania będą celne. Z intensywnością działa to w ten sam sposób. Jak trenujesz ciężko, pracujesz nad swoją mobilnością, przykładasz się do pracy, przyniesie to korzyści w trakcie meczu. To bardzo prosta zależność.

Jak trafiłeś do Akademii Legii? To Twoja pierwsza praca w charakterze trenera?
- Od razu po zakończeniu swojej przygody z piłką chciałem być trenerem, ale wiedziałem, że potrzebuję trochę czasu, by się do tej roli odpowiednio przygotować. Myślałem, że może jeszcze rok pogram w piłkę, ale nie pojawiła się żadna interesująca propozycja. Na początku pracowałem z dziećmi w szkolnym klubie. Trzy lata spędzone w tym miejscu nauczyły mnie przede wszystkim cierpliwości. Później trafiłem do reprezentacji Polski juniorów, gdzie byłem asystentem selekcjonera. Założyłem również własną szkółkę piłkarską. Dopiero po pewnym czasie pracy w tym zawodzie, trzy lata temu trafiłem do Akademii Legii. To, co mnie cieszy, to fakt, że rozpocząłem pracę tutaj mając już jakieś doświadczenie w pracy trenera. Szczególnie w kwestii organizacji treningu, przygotowania zajęć, wiedziałem już, na co powinienem jako trener zwracać uwagę. Przez pierwsze dwa lata byłem tu asystentem, co też uważam za bardzo cenną lekcję. Mogłem poznać strukturę pracy w Akademii, przyswoić jej system szkolenia. Na pewno, patrząc z perspektywy czasu, bardzo się cieszę, że moja szkoleniowa przygoda toczyła się do tej pory w tak harmonijny sposób.

Już jako piłkarz wiedziałeś, że chcesz zostać szkoleniowcem?
- Bardzo chciałem zostać przy piłce po zakończeniu kariery, to na pewno. Tak na poważnie nad pracą trenera zacząłem się zastanawiać dopiero u schyłku mojej przygody z boiskiem. Jako zawodnik dużo czasu spędzałem na analizie swojej gry, na myśleniu, co mógłbym zrobić lepiej w danej sytuacji, dużo rozmawiałem z trenerami. Może nie myślałem wtedy, że na sto procent zostanę trenerem, ale gdy zamknąłem ten etap w swoim życiu i zastanawiałem się, co chciałbym robić dalej, myśl o pracy trenerskiej dość naturalnie narodziła się w mojej głowie.
 
 


Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
- Pracując z młodymi ludźmi wolniej się starzejesz (śmiech). Ogromną satysfakcję sprawia też, gdy któregoś z moich zawodników uda mi się czegoś nauczyć. Gdy coś, nad czym pracujesz z nim w treningu, później jest widoczne w meczu. Bardzo fajnym uczuciem będzie na pewno moment, kiedy któryś z moich wychowanków wystąpi w barwach pierwszego zespołu Legii. To są te chwile, kiedy myślisz sobie „zrobiliśmy kawał dobrej roboty, możemy być dumni!”.

Chcesz w ogóle pracować z seniorami?
- Zaczynając pracę tutaj rzeczywiście bardzo chciałem po pewnym czasie przejść do pracy z zespołem seniorskim. Pracę z młodzieżą traktowałem na początku wyłącznie jako pewien etap na drodze do poprowadzenia seniorskiej drużyny. Widząc jednak, jak fajnie rozwija się Akademia, jak stwarza perspektywy – tak zawodnikom, jak i trenerom, chciałbym zostać tutaj na dłużej. Inna sprawa, odpycha mnie to, co się dzieje dziś w Polsce z trenerami, chociażby w Ekstraklasie. Jest tylu ludzi, którzy fantastycznie znają się na swojej robocie, ale nikt nie daje im czasu, by mogli się wykazać i coś zbudować. Fala hejtu, negatywnych komentarzy, opinii tak zwanych „ekspertów”. Dziś praca trenera na najwyższym poziomie w kraju to wzięcie krzyża na plecy i kroczenie z nim w samotności. Przegrasz trzy, cztery mecze i jesteś zwalniany. Nikt nie da ci czasu, żeby efekty twojej pracy zaczęły być widoczne, żebyś udowodnił, że potrafisz wyprowadzić zespół z kryzysu. To bardzo zniechęca.

Na czym polega Twoja trenerska filozofia?
- Uwielbiam, gdy moja drużyna jest w posiadaniu piłki, gra w ataku pozycyjnym, techniczną piłkę. W Polsce generalnie mógłby być z tym problem, bo brakuje u nas piłkarzy o takiej charakterystyce, którzy mogliby realizować tę filozofię. Oczywiście, w Akademii są inne priorytety, niż sam styl gry. Dla nas najważniejsze jest rozwijanie jednostek i przystosowanie ich do późniejszej gry na poziomie piłki seniorskiej. Z aspektów pozaboiskowych bardzo dużą wagę przewiązuję do szczerości, lojalności, wzajemnego zrozumienia, zbudowania więzi na linii trener – zawodnicy. Jak drużyna będzie się dobrze ze sobą dogadywać i jeden chłopak za drugiego będzie gotów pójść w ogień – efekty będzie widać też na boisku. Oczywiście, jestem dopiero na początku swojej trenerskiej pracy. Jeszcze bardzo wiele nauki przede mną. Wiele przegranych meczów, wiele kryzysów, z których będę musiał wyjść, trochę spotkań wygrać. Najważniejsze, to stąpać twardo po ziemi i niczym się nie zrażać. Wytrwałość kiedyś zaprocentuje. Jestem tego pewien.
 
 
Podsumowanie rundy jesiennej zespołu U17 TUTAJ.
 

Rozmawiał: JAKUB WYDRA
Fot. Anna Okolus/legia.net; Legia Warszawa





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Grudzień 2018

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,46966-sokolowski_nastoletnim_zawodnikom_czesto_brakuje_samokrytyki.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno