TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Kopczyński: Całe życie z Legią (cz. II wywiadu)
09.01.2017 11.49, autor: Jakub Jarząbek, Marcin Węcławek fot.Jacek Prondzynski,
W drugiej części rozmowy z "Kopą" rozmawiamy o stresie, drodze młodego piłkarza, charyzmie Jacka Magiery i apetycie na więcej sukcesów w barwach Wojskowych.
Jak to jest gdy jednego wieczoru gra się w rezerwach, a drugiego – z Realem Madryt?
 
Michał Kopczyński: - Historia jest taka, że przyszedł do mnie trener i powiedział, że chciałby bym złapał trochę rytmu meczowego i zagrał w rezerwach. Ja już na początku roku dawałem znać, że gra tam mnie nie interesuje, ale sytuacja była inna. Trochę tych meczów zdołałem wcześniej zagrać, sam czułem, że dobrze będzie wystąpić, bo brakuje mi minut. I przydadzą się nawet te w trzeciej lidze. Trener musiał mieć zaś w głowie, że to przygotowanie na mecz z Realem.
 
Z boku to wyglądało tak jakby trener Hasi był wojskowym kapralem, a trener Magiera – wyrozumiałym ojcem. Ze środka pewno wygląda inaczej?
 
- Nie wiem czy znamy wszystkie twarze trenera Magiery, może jeszcze jakieś pokaże… Rzeczywiście jest stonowanym człowiekiem, ale potrafi postawić na swoim, być stanowczy i zdecydowany w tym co mówi. Zawodnik widząc, że jest to poparte pewnością siebie, po prostu mu wierzy i stosuje się do poleceń. Wiem, że zanim trener Magiera objął stanowisko, zarzucano mu, że może mu zabraknąć charyzmy… O czym w ogóle mowa? Po sposobie jaki postępuje z piłkarzami, jak się wypowiada, widać właśnie mnóstwo charyzmy. A że nie będzie krzyczał, szalał i skakał? Mi to nie przeszkadza, wręcz pomaga, bo moja osobowość jest podobna. Kiedy trzeba coś „bardziej”, to trzeba pamiętać jak dobrze trener Magiera uzupełnia się z „Vuko” i trenerem Łuczywkiem. 
 
A kiedy w przerwie trzeba postawić zespół do pionu?
 
- Każdy z trenerów ma chwilę, żeby swoje uwagi przekazywać. Zawsze zanim przyjdą do szatni, dyskutują między sobą. My, piłkarze, też zresztą dyskutujemy.
 
Jak mentalnie przygotowujesz się do meczów, radzisz sobie ze stresem? Bo niezależenie od rangi spotkania grasz bardzo równo.
 
- Stres zawsze mi towarzyszy, nawet jeśli wyglądam na spokojnego, który robi to, co zawsze. Każdy ma swoje sposoby – koncentruje się przed meczem, słucham muzyki. Ja zawsze staram się ułożyć sobie w głowie to, jak zagram. Podczas odprawy u przeciwników patrzę jak się zachowuje, na co muszę zwrócić większą uwagę. A kiedy wychodzisz na boisko, stres znika, bowiem skupiasz się na tym, co musisz w danej chwili zrobić. Kiedyś z równowagi wyprowadzały mnie popełniane podczas spotkania błędy, miałem ochotę wówczas się schować, żeby niczego nie zepsuć dalej, co oczywiście prowadziło do tego, że było jeszcze gorzej. Ale piłkarz w miarę nabywania doświadczenia coraz lepiej sobie z tym radzi. To, że jedną piłkę zagrasz super, a drugą zepsujesz, w gruncie rzeczy nie zmienia przecież twoich umiejętności. Najważniejsza jest każda kolejna akcja, każdy kolejny pojedynek. I to na to trzeba położyć nacisk. Staram się swoje emocje kontrolować. Na zewnątrz to wygląda jakby mi się to udało, w środku jest różnie, trzeba sobie jednak radzić.
 
Jako człowiek, którzy przeszedł kilka przykrych kontuzji, umiesz wychodząc na boisko wyzbyć się tego strachu, że jak zagrasz za ostro może przydarzyć się kolejna? Przy kolejnych interwencjach ta myśl nie czai się gdzieś z tyłu głowy?
 
- Nie. Zupełnie już tego nie mam. Może i występowało w pierwszych okresach po operacjach, wtedy nie byłem pewny swoich przewodzicieli czy pachwin. Teraz o tym nie myślę. Może dlatego, że to nie było kolano, bo zawodnicy, którzy mają pozrywane więzadła reagują jednak inaczej. Mnie przez dwa lata nie trapiło nic oprócz stłuczek. Wydaje się, że mój organizm dojrzał.
 
Widzisz w młodszych legijnych drużynach kogoś, kto mógłby pójść analogiczną drogą co Ty? Masz w temacie rozeznanie.
 
- Oj tak, naoglądałem się zwłaszcza chłopaków z rezerw, bo parę razy z nimi grałem. W Młodzieżowej Lidze Mistrzów UEFA pokazali się z dobrej strony. Nie będę wymieniać po nazwiskach, ale grono chłopaków, którzy będą grać w piłkę, wydaje się spore. Trudno wyobrazić sobie sytuację, że kilku z nich naraz wchodzi do pierwszego zespołu, to będzie następować stopniowo. Ale kandydaci są, i to nawet na mojej pozycji. Po drużynach widać dużą jakość i jestem przekonany, że Legia będzie mieć jeszcze z tych zawodników pociechę.
 
Wcześniej napomykałeś, że przeskok między piłką juniorską a seniorką jest trudny. Ludzie pewno nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo.
 
- Oczywiście, że jest trudny. Do każdego zawodnika trzeba podejść indywidualnie, bo niektórzy są gotowi wcześniej, a niektórzy dojrzewają później, niektórych przerośnie „fizyka”, niektórych nie. Najwięcej problemów sprawia szybkość grania – młody zawodnik przychodzący do starszych na trening zwykle jest zdziwiony tym, jak szybko wszystko się dzieje, a im wyższy poziom, tym szybciej, sami byliśmy zdumieni szybkością rozegrania Borussii. Dochodzi odpowiedzialność za to co się robi, za piłkę. I gra o stawkę.  Na boiskach LOTTO Ekstraklasy zdarza się usłyszeć, że „ktoś się zachował jak junior”. Bo młody zawodnik potrzebuje czasu. Nie można go oceniać po tygodniu czy dwóch. Z czasem, jeśli tylko zdrowie dopisuje, dostosuje się do wymagań.
 
Zazdrościsz młodym warunków, które teraz mają? Tej Młodzieżowej Ligi Mistrzów UEFA, tego, że jest lepiej niż przed dekadą?
 
- Mam nadzieję, że to cały czas będzie szło do przodu. Że ci zaczynający teraz będą dla odmiany zazdrościć tym startującym dziesięć lat później, na przykład pięknej, wybudowanej Akademii i mnóstwa boisk. Ja i tak miałem szczęście, że trafiłem na moment, w którym Akademia zaczęła funkcjonować, że zajęli się nią ludzie mający spore pojęcie na ten temat i pozwolili się jej powoli rozkręcić. Teraz chłopaki jeżdżą na fajniejsze turnieje, mają możliwość gry z lepszymi drużynami, ale to jest tak, że zawsze znajdzie się ktoś, komu można zazdrościć, np. młodzi piłkarze na zachodzie. Ja poszedłem swoją drogą. Drugi raz tego nie przeżyję.
 
Co byś radził młodym?
 
- Powinienem powiedzieć „cierpliwość”.
 
I wróci nam znowu rzetelność.
 
- Na pewno tak. Nawet jeśli coś nie układa się po myśli, to pracujesz na siebie, po to żeby być lepszym i wcześniej czy później to musi przynieść rezultaty, jeżeli pracowałeś rzeczywiście mocno i sumiennie. Nie warto być nieśmiałym, to w wielu miejscach może sprawy blokować, tak było w moim przypadku. Choć absolutnie nie może być tak, że młody zawodnik wchodzi do szatni pierwszego zespołu i czuje się zbyt pewnie, bo szybko zostanie sprowadzony na ziemię, to nie warto kryć się za plecami. Trzeba czerpać garściami i nie obawiać się niczego. Jeżeli jesteś odważny, dajesz wiele, to wszystko jest do zrobienia.
 
Ty dajesz wiele, również dlatego, że i Legia, i Warszawa, znaczą dla Ciebie dużo. Jesteś wychowankiem, jesteś stąd, z osób na których przedmeczowy „Sen o Warszawie” musi robić wrażenie.
 
- Tak, kiedy chodziłem jeszcze na mecze, to „Sen o Warszawie” był czymś, na co musiałem zdążyć. Zawsze miałem ciary kiedy cały stadion to śpiewał. Nie ma co ukrywać tego, że utożsamiam się z Klubem. Jestem tu całe życie, moim marzeniem było i jest tu grać, zwłaszcza, że mamy sukcesy, trafiła się ta Liga Mistrzów UEFA. Tak, jestem gościem, który widział by się tu przez całą karierę.
 
Z obecnym potencjałem kadrowym można mierzyć naprawdę wysoko. Zwłaszcza, że wydaje się, iż nie wszyscy już odpalili.
 
- Rezerwy na lepsze granie na pewno są. Nie wiem jak wyglądać będą transfery, ale mamy w tej chwili naprawdę mocną ekipę, jesteśmy w stanie zamieszać w Lidze Europy, a przede wszystkim obronić tytuł. Bo skoro już zasmakowaliśmy Ligi Mistrzów UEFA, to chcielibyśmy tam jeszcze wrócić. Oby Legia rosła w siłę, ostatnie lata pokazują, że dzieje się to zresztą na wszystkich płaszczyznach.
 
Apetyt rośnie w miarę jedzenia?
 
- Oczywiście, i tak właśnie być powinno. Oby nasz udział w LM UEFA nie był jednorazowym wyskokiem. Ja teraz pierwszy raz od dawna nie mam żadnych wątpliwości, że chcę zostać.
 
A święta, zimowa przerwa to coś, co ci się przyda, czy tak palisz się do nadchodzących wyzwań, że już byś grał?
 
Drużyna jest w formie takiej, że mogłaby grać dalej i dogonić czołówkę tabeli LOTTO Ekstraklasy. Ale myślę, że odpoczynek jest wszystkim potrzebny, ja też trochę na niego czekałem. Przede wszystkim jeśli chodzi o psychikę, bo przez ostatnie pół roku działo się u mnie naprawdę dużo – ważne mecze, zainteresowanie ze strony mediów i nie tylko, coraz więcej spraw na głowie. To nieuniknione, przychodzi naturalnie wraz z rozpoznawalnością. Warto od tego odpocząć, naładować się, wyłączyć telefon, pobyć z rodziną. Przyjemnie jest wygrywać, mieć wyniki. I chce się mieć siłę, żeby to powtórzyć.   






zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Październik 2017

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,46746-kopczynski_cale_zycie_z_legia_cz_ii_wywiadu.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno