TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Kopczyński znaczy rzetelność. Wywiad (cz. I)
09.01.2017 11.41, autor: Jakub Jarząbek, Marcin Węcławek fot. Janusz Partyka, Jacek Prondzynsii, Mateusz Kostrzewa,
Z Michałem Kopczyńskim, jednym z legijnych objawień tej jesieni i wychowankiem naszego Klubu, rozmawiamy o tym co znaczy dla piłkarza dostać szansę, o różnicach w pracy trenera Hasiego i trenera Magiery oraz o tym, że czasem trzeba wyjść przed szereg i dopomóc szczęściu.
Kiedy na naszym legijnym Twitterze publikowaliśmy Twoje zdjęcie w koszulce z nowej kolekcji, to znalazła się tam opinia, że gdyby trzeba było opisać Michała Kopczyńskiego jednym słowem, to byłaby to wytrwałość. Zgodziłbyś się?
 
Michał Kopczyński: Widziałem tego tweeta. W jednym słowie ciężko zawrzeć to, co by się chciało. Może rzetelność? Ma to sens?
 
Ma. Boiskowa? Życiowa?
 
Myślę, że ogólna. Ciężka, wykonywana przez lata praca, wreszcie przyniosła efekty. To był główny czynnik. Bo szczęście czy kwestia sprzyjających okoliczności – tego nie można wykluczyć. Ale i to nie pomoże, jeżeli nie dajesz z siebie wystarczająco dużo.
 
 
Już nie mogłeś się doczekać pierwszej drużyny, naprawdę dużych wyzwań?
 
Oczywiście, że tak. Po to przyszedłem do Legii i całe życie w niej trenowałem, żeby zaistnieć, trochę pograć. Czekałem ładnych parę lat. Nie do końca mi się wiodło, nie wszystko układało się tak, jakbym to sobie wymarzył, ale ostatnie pół roku mi to wynagrodziło.
 
Który moment w czasie wspomnianego czekania najtrudniejszy?
 
Trudnych momentów było kilka.  Na początku moją główną zmorą były kontuzje, zniknąłem po fajnym starcie, organizm chyba nie wytrzymał obciążeń profesjonalnej piłki seniorskiej. Na długie miesiące byłem wyłączony z gry, nie poprawiało się, musiałem przejść dwie operacje, żeby problemy zdrowotne się zakończyły. Drugim takim momentem był sezon poprzedni, kiedy to po fajnej przygodzie na wypożyczeniu wróciłem do Klubu z nadzieją, że coś się ruszy, a grałem głównie w rezerwach. Nie na to liczyłem. Zaczęła pojawiać się myśl, że może jednak nie Legia, że skoro nie mogę się tu przebić, trzeba poszukać swojego miejsca gdzie indziej.
 
A jak wyglądała ta słynna rozmowa z trenerem Hasim, która wszystko zmieniła?
 
Obóz przygotowawczy nie wyglądał dla mnie optymistycznie. Trenowałem głównie jako środowy obrońca, bo tak było trzeba, żebyśmy mogli stworzyć dwie „jedenastki”. W sparingach grałem mało. Nie widziałem dla siebie szczególnie dużej szansy. W pierwszym momencie nie pasowałem chyba do koncepcji trenera. Nie było mnie zresztą na pierwszym obozie, pomagałem wtedy rezerwom walczyć o awans, a później się utrzymać. Inni zawodnicy trenowali od początku, wyrabiali sobie miejsce, trener ich poznał, a ja dotarłem po dłuższej przerwie. Musiałem pokombinować co zrobić, żeby móc się dalej rozwijać.
 
 
Byłeś stanowczy?
 
Dużo bardziej niż przy poprzednich okienkach transferowych i okresach przygotowawczych. Wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na dalsze czekanie, stratę kolejnego półrocza. Jasno postawiłem sprawę – chcę gdzieś pograć na poziomie LOTTO Ekstraklasy. Te głosy musiały dochodzić i do trenera, i na górę.  Odbyłem w końcu ze szkoleniowcem dwie rozmowy. Pierwszą zainicjował on sam, jeszcze w Mostarze, wiedząc o moich planach odejścia. Powiedział, że chciałby, żebym dał sobie jeszcze chwilę, dwa tygodnie, w których postaram się na maksa, bo widzi, że mogę coś drużynie dać. A jeżeli po tym czasie się nie przekona, będzie pierwszą osobą, która przyjdzie, żeby powiedzieć „Michał, idź i sobie coś znajdź”. Początkowo przystałem na tę propozycję, ale dwa dni później, w Warszawie, ponowiłem rozmowę z trenerem. Powiedziałem, że analogiczne rozmowy jak ta poprzednia odbywałem wiele razy i nie zmieniały mojej sytuacji. Usłyszałem od trenera, że on absolutnie rozumie moją sytuację, ale zdania nie zmieni, nie chce się pozbywać piłkarza. Miałem czekać.
 
A dwa dni później wyszedłeś na mecz z Jagiellonią…
 
Bardziej jasne, stanowcze postawienie sprawy na pewno pomogło. Czy był to dla mnie mecz pierwszej i ostatniej szansy? Nie wiem, prawdopodobnie tak było. Presja też była, choć nie przesadna. Zdawałem sobie sprawę, że dobry występ to coś, co obróci się na moją korzyść. A zły? Może i dla mnie lepiej, machną na mnie ręką, nie będą przeszkadzać w znajdowaniu nowej drogi. Dlatego nie siliłem się na boisku na fajerwerki, akcje, do których nie mam predyspozycji, grałem swoje.   
 
Czułeś wsparcie kolegów?
 
Nie wiem czy to właściwe słowo. Tu każdy walczy o pierwszy skład. Wspieramy się, jesteśmy jedną drużyną, ale też rywalizujemy o swoje miejsca. Nikt mi tu by za siebie zagrać nie dał.
 
 
A czułeś się lepszym piłkarzem niż na wiosnę?
 
I to jest bardzo dobre pytanie. Przez tę parę miesięcy nie stałbym się przecież lepszym piłkarzem. Pół roku, rok, dwa lata temu byłem w stanie grać ma tym samym poziomie, co teraz. Dałbym radę. Wszystko jest kwestią wykorzystania szansy, która jeszcze musi się trafić. W meczu z Jagiellonią wreszcie wyszedłem na boisko pewny siebie, dobrze czujący się fizycznie – po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym, pozbawiony presji. Jestem też starszy, a z wiekiem zaczyna się w głowie układać.
 
No właśnie, jesteś starszy, a w głowach kibiców i mediów zapisałeś się jako piłkarz młody, w takim tonie piszą, wypowiadają się. Nie denerwuje Cię to?
 
Tu nie ma się co irytować. Im młodziej postrzegany, tym lepiej. Poza tym na pewno wciąż młody doświadczeniem, zwłaszcza tym ekstraklasowym. Nie opatrzyłem się kibicom. Ale jeżeli chodzi o względy czysto piłkarskie… Od dłuższego czasu nie powinno się tak mówić. Bo to już nie jest wiek, w którym wypada słyszeć „dajmy młodemu szansę”, a być w pełni ukształtowanym zawodnikiem, który wychodzi, bo ma pomóc drużynie i jest potrzebny.
 
Jesteś zawodnikiem, który na obecności trenera Hasiego na Legii skorzystał. Dlaczego jego Legia nie wyszła?
 
Będę wspominał trenera Hasiego dobrze, dostałem szansę i zaistniałem. A dlaczego nie wyszło? Nie chcę tego oceniać. Coś nie grało, momenty były dobre, awans do Ligi Mistrzów UEFA to niekwestionowalny pozytyw.
 
 
Czym różnią się zatem metody pracy Jacka Magiery?                        
 
Każdy trener ma swój styl.  Mecze poprzednikowi obecnego trenera się nie układały raz, drugi, wszyscy pytali się „czemu?”, wychodził z tego samonapędzający się mechanizm. Odpowiedzialność spadła na trenera, choć zawodnicy nie byli bez winy. Trener nie może być wszystkiemu winien, Hasi zapłacił również za naszą słabszą dyspozycję. A Magiera drużynę odmienił z miejsca. Od pierwszej rozmowy widać było, że wie czego chce, ma swój konkretny pomysł na grę, rozwijany i potwierdzany z każdym koleniem spotkaniem. Potrzebowaliśmy lidera, który wskaże nam kierunek. Od razu czuć było efekt. A wtedy piłkarze zaczynają sobie ufać, pracować w jednym kierunku, podążać za trenerem. Magiera szybko wyrobił sobie szacunek w szatni, również u obcokrajowców.
 
Nowa funkcja nie zmieniła charakretu „Magika”? Zawsze był asystentem, pomagającym, bez decydującego głosu.
 
Kiedy był asystenem, czujnie obserwował, będąc wolnym od odpowiedzialności. Ale wiedział, że chce być pierwszym trenerem. Do tego się przygotowywał. Wyznaje te same zasady i wartości co kiedyś, jest inteligentnym, spokojnym człowiekiem.
 
Kiedy został trenerem, w środku grało trio Vadis – Jodłowiec – Moulin. Znowu miałeś przerwę. Jak do tego podchodziłeś?
 
Wraz z przyjściem trenera Magiery, moje minuty rzeczywiście stopniały. Byłem wpuszczany na symboliczne końcówki, takie jak ta w Lizbonie czy na Santiago Bernabeu. Chciałem grać jak najwięcej, ale miałem też przekonanie, że Magiera będzie uczciwy, nikogo nie skrzywdzi. Jak zobaczy, że jestem potrzebny, da mi szansę, na którą muszę zapracować bez złości i frustracji. Gdyby trener od razu zaczął mnie wystawiać, musiałbym się zmierzyć z głosami, że to tylko dlatego, że zna mnie od wielu lat, że jestem pupilem, syneczkiem. Tak czy siak, nie miałem potrzeby, że kolejna rozmowa jest potrzebna. I szansa przyszła w momencie, kiedy znów się jej nie spodziewałem. W kadrze na Real znalazłem się świeżo po meczu w rezerwach.
 





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Grudzień 2017

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,46744-kopczynski_znaczy_rzetelnosc_wywiad_cz_i.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno