TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
"Przedszkola Legii wychowują nie tylko sportowców"
28.11.2014 20.00, autor: Jakub Fila, fot. Marcin Słoka, źródło: własne
Nikomu nie trzeba go przedstawiać, w końcu to wielokrotny mistrz olimpijski, świata i Europy. Jeden z najwybitniejszych polskich sportowców w historii. O kim mowa? Porozmawialiśmy z Robertem Korzeniowskim, którego syn uczęszcza do Piłkarskich Przedszkoli Legii, a sam tata trzyma kciuki z Legię. Najbardziej utytułowany polski olimpijczyk opowiedział nam między innymi o wychowywaniu przez sport, robieniu na siłę piłkarzy z czterolatków, momentach chwały i upadku, ale też o tym jak przeżywał wyrzucenie warszawian z Ligi Mistrzów oraz przepłacaniu młodych piłkarzy w Polsce.
Noceti-Klepacka: Syn wychodzi z treningów z uśmiechem
Tuzimek: Za piłkarskie przedszkola należy bić brawo

akademia.legia.com: U taty, który odnosił tak ogromne sukcesy sportowe decyzja o zapisaniu syna na zajęcia z aktywnością fizyczną była pewnie oczywistością. Dlaczego zdecydował się Pan akurat na Legia Soccer Schools?

Robert Korzeniowski: Powód był prosty – prawie każdy chłopak w jego wieku chce kopać piłkę. Rozumiejąc lub nie mój synek już ogląda mecze w telewizji, potrafi nawet odróżnić Jose Mourinho od Jurgena Kloppa. Lubi ten sport. Ale decyzja o tym, że go tu zapiszę nastąpiła nie od razu po tym jak się dowiedziałem, że takie przedszkola są prowadzone. Powiem szczerze, że na początku wydawało mi się, że może to wszystko dobre i godne, ale w wieku 2-3 lat to jednak trochę za wcześnie.

Co Pana ostatecznie przekonało?
Przede wszystkim zachwyt z jego strony, kiedy się dowiedział o takiej możliwości. Zgodziłem się i go zapisaliśmy. Najpierw chodziliśmy na Łazienkowską, ale tam nie do końca pasowały nam godziny weekendowe. Teraz jesteśmy na Grochowie. I przyznam szczerze, że patrząc na zajęcia nie tylko jako trener czy nauczyciel wychowania fizycznego, ale też jako rodzic widzę, że są one prowadzone w bardzo adekwatny do wieku sposób. To głównie zabawa wokół piłki, a nie robienie na siłę z trzy- czy czterolatków piłkarzy. Obserwowałem zespoły trenerów wraz z asystentkami, którzy pracują tutaj z dzieciakami i widzę, że wszyscy są świetnie wyszkoleni.

Dzieci są uczone nie tylko aktywności fizycznej, ale też zachowań, które mogą zaprocentować w przyszłości – przybijanie piątki kolegom, postawy fair play. To, że dzieci mówią sobie dzień dobry albo że się ze wszystkimi witają, żegnają czy po prostu razem zbierają i krzyczą wspólnie: „Legia!” to elementy, które sprawiają, że kiedyś będą lepszymi obywatelami, ale też lepszymi kibicami nacechowanymi wzajemnym szacunkiem.

Bez względu na to czy dziecko odniesie później sukces jako zawodowy sportowiec, czy nie…
To generalna zasada, że nie każdy musi i może zostać mistrzem sportu, ale każdy może próbować. Można zostać mistrzem sportu, ale można też mistrzem życia. Dla mnie to dewiza oczywista. Sport wychowuje, integruje, pozwala dzieciom odnaleźć się w grupie, poznać własną wartość. Element klubowej edukacji sportowej powinien być fragmentem życia każdego z nas. Uczy przebywania w społeczności.

Wielu ludzi pytało mnie na przykład jak to było u mnie z godzeniem sportu zawodowego z nauką. Powiem tak: nie znam naprawdę dobrego sportowca z prawdziwego zdarzenia, który nie byłby w stanie poradzić sobie ze szkołą. To raczej kwestia postawy życiowej. Powinniśmy narzucać sobie wysokie standardy i wymagania. Rodzice wychowali mnie tak, że mogłem iść na trening dopiero po tym jak odrobiłem lekcje.

Z tego wynika, że w młodym wieku sport powinien być przede wszystkim nagrodą. Czymś, co sprawi, że dziecko będzie to uwielbiało i trenowało z chęcią i uśmiechem na ustach.
Dokładnie. Najważniejsze jest to, żeby dzieci do tego sportu w tak młodym wieku zachęcić. Nie możemy dać im skomplikowanych ćwiczeń piłkarskich, bo gro z nich od razu się zniechęci. Zwyczajnie im się odechce. Chodzi też o to, żeby w takim wieku nauczyć się panować nad własnym ciałem i poznać pewne aspekty ruchowe. Na przykład mój synek miał problem, żeby zrozumieć, że piłki nie prowadzi się ręką. Ale nikt go za to nie ganił i po paru zajęciach sam zrozumiał, że może ta ręka to rzeczywiście niekoniecznie jest mu w futbolu potrzebna.

Patrzę na te zajęcia jako wuefista i człowiek, który ma doświadczenie w psycho-motorycznym prowadzeniu dziecka i widzę, że zajęcia na Legii są świetnie dostosowane do wieku ćwiczących. Jeśli ktoś liczy, że będzie miał prowadzenie piłki slalomem między słupkami zakończone strzałem na bramkę z dystansu to ok, niech sobie tak myśli…

Rozumując w ten sposób i tyle od niego wymagając, można chyba tylko skrzywdzić dziecko?
Otóż to. Najważniejsze jest zakochanie się w ruchu, piłce i treningu. Dzisiaj niestety dzieci są niewybiegane na podwórku, tak jak my byliśmy kiedyś. Wielokrotnie spotykam mamy czy babcie mówiące: nie wchodź na drabinkę, bo spadniesz albo: nie biegaj, bo się spocisz. To jest odpowiedź na to, czemu poprzednie pokolenie było sprawniejsze. Nie mieliśmy nauczycieli, ale mieliśmy starszych kolegów. Dla mnie to jest coś, co jest niepomijalne i w moim odczucie właśnie tutaj w Legii jest to świetnie zrobione. Tak jak być powinno. Dzieci są uczone nawet tego, że trzeba pić wodę w trakcie treningu. Niewiele jest miejsc, gdzie tak kompleksowo pomyślano o wszystkim.Inne kluby powinny zatem brać przykład z Legii tworząc takie programy?
Nie tylko kluby piłkarskie. Ostatnio z przerażeniem przeczytałem na stronie jednego z klubów atletycznych, że u nich edukacja sportowa zaczyna się od piętnastego roku życia. Mogę powiedzieć jedno: powodzenia! Uda się może raz na sto, że taki człowiek, który jest już w tym wieku właściwie całkowicie uformowany, będzie w stanie nadrobić braki. Pomija się całą fantastyczną sferę edukacyjną i rozwojową.

Pan chciałby, żeby syn kiedyś był sportowcem czy ważniejsze są te aspekty, o których właśnie rozmawiamy?
Absolutnie nie mam ciśnienia, że musi odnosić sukcesy. Oczywiście będę się bardzo cieszył jeżeli pokocha sport, będzie się w nim realizował i pozwolą mu na to talent i cierpliwość. Ale czy jego kariera sportowa skończy się w gimnazjum, liceum czy będzie w zespole studenckim to już jest sprawa zupełnie drugorzędna. On ma wykorzystać szansę jaką ma. Dzisiaj jest zdrowy, chce mu się, ma dużo zapału. Dzięki temu może trafić na inne poziomy rozwoju osobistego i społecznego. Niech te kolejne etapy odkrywa, a sport będzie jednym z narzędzi. Czy potem będzie celem samym w sobie? To się okaże.

A Pan w którym momencie powiedział sobie: „Ok, wszystko inne schodzi teraz na drugi plan. Stawiam na sport zawodowy..”? Bo jednak taki moment prędzej czy później musiał przyjść.
Tak naprawdę było to dopiero pod koniec studiów na AWF-ie. Do momentu, kiedy jest się studentem nie podejmuje się wyborów, co się będzie robić całe życie, w którym się pójdzie kierunku. To jest jeszcze za wcześnie. Na przykład w piłce nożnej jest taki problem, że ona bardzo wcześnie kontraktuje talenty. Niektórzy bardzo młodzi i niedojrzali ludzie dostają szybko duże pieniądze. Ale właśnie formuły akademii zmieniają takie standardy jeżeli chodzi o przygotowanie młodych ludzi do bycia piłkarzem. U mnie był taki czas, kiedy regularnie zacząłem się pojawiać w finałach mistrzostw świata czy Europy i wtedy stwierdziłem: „ok, to jest ten moment - stawiam na sport”. Ale nie było to wcale takie oczywiste.

No właśnie, wspomniał Pan o problemie, jakim jest częste przepłacanie młodych piłkarzy…
Bo to jest gigantyczny problem. Ja nie znam młodych ludzi odpornych na pokusy, sukces finansowy czy chęć zaimponowania rówieśnikom. To przychodzi dopiero z wiekiem. Bardzo duże pieniądze wypłacane im do ręki to są piękne samochody i szybkie dziewczyny, albo odwrotnie. To jest też grono kolegów, którzy nagle otaczają piłkarza jak wianuszek. Wszystko wymaga naprawdę dobrego przygotowania takiego talentu. Właśnie przez trenerów i akademię. Tego typu struktury uczą pokory wobec sukcesu.

Owszem, zdarzają się szybkie i wielkie kariery, jak np. Jurek Dudek, który z Concordii Knurów znalazł się w Ekstraklasie, a potem nagle w Feyenoordzie. Ale to są ewenementy, wyjątki. Z reguły tak się nie dzieje.  W każdym klubie powinni być ludzie, którzy równolegle  do pracy nad organizmem, pracują też nad charakterami zawodników. I tak jest w Legii. Pamiętajmy, że trenujemy nie organizmy, a ludzi. Takich samych jak każdy z nas, mających swoje problemy. Prowadzenie zawodnika zależy od tego czy w jego otoczeniu i życiu wszystko będzie grało. Bardzo często zapominamy o tym czynniku. Potem się mówi, że głowa nie wytrzymała. A może po prostu jest tak, że nie poznaliśmy wystarczająco naszego podopiecznego? Zresztą, często wychodzi to również już po zakończeniu kariery sportowej. Wielu byłych sportowców popada w tarapaty.

Za to Pan po zakończeniu kariery szybko odnalazł się w szeroko pojętym marketingu sportowym i biznesie. Jak ocenia Pan cały projekt właśnie z takiego czysto biznesowego punku widzenia?
Tutaj można napisać niezłą pracę doktorską na ten temat. To naprawdę bardzo przemyślane działanie, bo Legia to zarówno „Żyleta”, czyli twardy i oddany kibic, jak i sektor rodzinny. Często się to nie wyklucza – ojcowie zabierają swoje dzieci i tu i tam. Wracając do tematu, Legia Soccer Schools to przemyślane budowanie sobie bardzo szerokiej bazy z identyfikacją barw, pozytywnym przekazem społecznym i misją na czele.  Porównałbym to do działań największych na świecie korporacji. Mają sferę twardego i czystego biznesu, ale też CSR. Ja nie zaglądam w finanse Akademii czy Legii Warszawa, ale jestem pewny, że to nie jest projekt, który sam w sobie przynosi biznes. On jest równoważony, wpisany w działalność klubu, z tego Legia nie żyje i żyć nie będzie. Natomiast jest to długofalowe spojrzenie w przyszłość. Na tym można budować rzesze nie tylko fanów, ale też ludzi, którzy będą życzliwie na Legię patrzeć. To jest coś kapitalnego. Stojąc tutaj, przy boisku, niejeden rodzic pomyśli sobie: „aha, Legia robi coś naprawdę bardzo, bardzo dobrego i pożytecznego”. Do tego dochodzi jeszcze świetny marketing sprzętu sportowego i informacje o aktywnościach. Legia naprawdę działa jako marka.

A śledzi Pan jej codzienne poczynania na bieżąco?
Bywam na Legii, choć przyznam, że częściej jestem kibicem telewizyjnym. Ale ja w ogóle jestem człowiekiem sportu, uwielbiam go i cieszę się niezmiernie, że Legia to silny brand i format. Dodatkowo mieszkam 2-3 kilometry od stadionu i mogę powiedzieć, że jest to bardzo dobre sąsiedztwo. Do Warszawy przyjechałem 10 lat temu z Krakowa i to nie jest tak, że jestem totemicznym wyznawcą któregoś z klubów. Po prostu kibicuję chłopakom, którym chce się grać. Na przykład strasznie cierpiałem jako kibic Legii, kiedy zostaliśmy wyrzuceni z gry o Ligę Mistrzów. To są momenty, które zapadają w pamięć. Nawet synkowi musiałem to tłumaczyć, bo o tym gdzieś usłyszał.

Z perspektywy byłego sportowca z ogromnymi sukcesami, jak Pan sądzi, co może w takim momencie zrobić zawodowy gracz, któremu odebrano coś, co wywalczył na boisku?
Może zrobić tylko to, co zrobili piłkarze Legii. Grać dalej z podniesionymi głowami. Nie jest ważne, gdzie była racja. Ważne jest to, że ci gracze mają całe życie do wygrania czegoś na boisku. Jestem dumny i cieszę się, że legioniści pokazali, że są facetami z krwi i kości, którzy nie rozczulają się nad sobą, tylko grają dalej. Tak naprawdę odrodzili się na nowo po tej aferze z Celtikiem. Pokazali prawdziwą sportową złość. Walczyli pozytywnie na rzecz wyniku, a nie przeciwko UEFA czy Szkotom. Będąc prawdziwym sportowcem trzeba też umieć przegrywać. Czy to na boisku, czy poza nim.

Chcesz, aby Twoje dziecko także trenowało w Piłkarskich Przedszkolach Legii? - KLIKNIJ!







zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Grudzień 2017

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,44618-przedszkola_legii_wychowuja_nie_tylko_sportowcow.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno