TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Tuzimek: Za piłkarskie przedszkola należy bić brawo
26.11.2014 17.00, autor: Szymon Bartnicki, Jakub Fila, fot. Jacek Prondzynski, źródło: własne
Jeden z najbardziej popularnych dziennikarzy sportowych w kraju, pracujący obecnie w nc+, kapitan Piłkarskiej Reprezentacji Dziennikarzy i przede wszystkim dumny ojciec. Zapraszamy na rozmowę z Dariuszem Tuzimkiem, który opowiedział nam między innymi o zaletach projektu Legia Soccer Schools, szkoleniu młodzieży w Polsce oraz dlaczego warto, żeby każdy klub miał… swojego Jacka Magierę!
Noceti-Klepacka: Syn wychodzi z treningów z uśmiechem

akademia.legia.com: W rodzinie w której tata jest kapitanem Piłkarskiej Reprezentacji Dziennikarzy, a mama byłą dziennikarka sportową, syn musiał w końcu trafić na boisko. Padło na Legia Soccer Schools…

Dariusz Tuzimek: Syn interesuje się futbolem, bo u mnie rzeczywiście w domu od zawsze był jeden główny temat - piłka, piłka, piłka. Zafascynowanie ma zresztą nie tylko po mnie, ale i po obu dziadkach, czy właśnie mamie, która była kiedyś dziennikarką sportową. Teraz on interesuje się dosłownie wszystkim, co związane z futbolem. Musi mieć kupiony każdy skarb kibica, a mecze jak tylko by mógł, to pewnie oglądałby od rana do nocy. Dzisiaj to on mnie zagina z wiedzy piłkarskiej. Pyta na przykład, czy wiem, z którym numerem gra Kalinkowski albo wyłapuje takie niuanse, jak to że w jednym skarbie kibica Ronan ma taki numer, a w drugim inny.

Zatem sprzed telewizora i skarbu kibica, postanowił Pan go przenieść na boisko piłkarskie…
- Tak, chociaż już na starcie chcę zaznaczyć, że nie mam ciśnienia, żeby on był piłkarzem. Nie należę też do tzw. KOR-u – Komitetu Oszalałaych Rodziców, którzy wożą swoje dzieci z jednych zajęć na drugie. A tak na poważnie, to nie chcę na nim wywierać presji, że musi coś osiągnąć i zostać profesjonalistą. Wolę podsycać u niego te pozytywne emocje do sportu i piłki nożnej. On sam bardzo chciał grać, a z piłką latał wszędzie. Ma już nawet na swoim koncie rozbity żyrandol u naszych przyjaciół! Ja często na to przymykam oko, bo sam gdy byłem mały brałem piłeczkę tenisową i grałem gdzie popadnie. Między innymi dlatego już w wieku 3 lat zapisaliśmy go do szkółki piłkarskiej Brasilian Soccer School, gdzie przyjmowano od najmłodszego. Teraz czas na piłkarskie przedszkola Legii.

Dlaczego zdecydował się Pan właśnie na Legię?
- O projekcie dowiedziałem się od byłego rzecznika Legii, Michała Kocięby. Jego syn chodził na zajęcia w ubiegłym roku i  Michał bardzo mi je polecał. Powiedział, że są małe grupy, dwóch trenerów opiekunów, a wszystko wygląda bardzo profesjonalnie. Nie musiał mnie długo przekonywać, bo ja ufam Legii jako firmie, przedsiębiorstwu i instytucji. Zapisując tu swoje dziecko, mam przekonanie, że ktoś odpowiednio wybrał trenerów i że pracują tu ludzie, którzy mają zdolności dydaktyczne, wiedzę o sporcie i szkolą na odpowiednim poziomie.  Dzisiaj Legia na młodzieży buduje swój klub, a to daje gwarancję dobrej pracy z dziećmi. Znajomi, którzy mają dzieci często sami mnie pytają „Darek, zajmujesz się sportem, gdzie jest dobra szkółka piłkarska?” Mogę śmiało odpowiedzieć, że to co widzę na zajęciach piłkarskich przedszkoli Legii, mi się podoba. Ale imponujące wyniki w szkoleniu młodzieży ma też Lech Poznań czy Zagłębie Lubin, ale o tym nie mówię, bo nie znam tego z własnych doświadczeń.
To, co Pan mówił na temat Legia Soccer Schools to opinia po uczestnictwie syna w pierwszych zajęciach?
- Tak. Przyszedłem i byłem zbudowany, naprawdę mi się podobało. Dla mnie na przykład bardzo ważne jest, żeby nie było atmosfery klubowego szowinizmu. Grałem kiedyś w „szóstkach” w warszawskim zespole Starówka. Bardzo mi się podobało, że jego zawodnicy wychowują swoje dzieci w poszanowaniu do wszystkich warszawskich drużyn – Legii, Polonii, Hutnika, Gwardii, itd. Można powiedzieć, że w duchu sportowego ekumenizmu. U mnie w domu jest tak samo. I właśnie w Legii urzekło mnie to, że na treningach dzieciaków nie ma tego fanatyzmu. Dzieci z uśmiechem krzykną sobie na koniec treningu: „Legia” i tyle. A wiem, że nie wszędzie tak jest. Znajomy chodził z dziećmi po innych szkółkach i opowiadał, że rodzice często są nastawieni anty-Legia. To, niestety, może potem przenosić się na dzieciaki. Chcę swojego syna wychowywać w poszanowaniu dla rywali. Szkółka piłkarska to nie to samo co kibicowanie. Dobrze, że w piłkarskich przedszkolach Legii to rozumieją.

Jakie jeszcze ma Pan spostrzeżenia po obserwacji pierwszych treningów w Legia Soccer Schools?
- Przede wszystkim podoba mi się atmosfera i pomysłowość. Na przykład to, że jeden trening w miesiącu jest z rodzicami. Kapitalna sprawa, do naśladowania przez innych. Dziś każdy się spieszy, nie ma czasu nawet żeby przebywać z własnym dzieckiem. A tutaj nagle przebrali się wszyscy tatusiowie, również tacy, którzy po raz pierwszy od lat zostali oderwani od biurka. Czasem tym tatusiom szło gorzej niż dzieciom, kiedy na przykład musieli przebiec między nogami syna czy córki. Była kupa śmiechu i świetna zabawa.

Do tego, wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Na treningach są asystentki, które nie przerywają zajęć, kiedy dziecku chce się na przykład siusiu, tylko prowadzą je za rękę do specjalnej toalety w rogu, gdzie „maluch” robi swoje i szybko wraca do zajęć. Inny przykład: rodzice w trakcie treningów muszą stać za barierką, odpowiednio oddaleni od boiska. Nie ma pokrzykiwania do swojego dziecka: „nie tak”, „graj prawą”, „wybij”, itd. To niby szczegóły, ale właśnie detale robią różnicę. Ktoś pomyślał o całym projekcie bardzo kompleksowo i wszystko jest bardzo starannie dopracowane.

Na pierwszy trening na Łazienkowskiej dzieci wyszły przy dobrze znanym wszystkim kibicom utworze „Sen o Warszawie”,  później odegrane zostało „Mistrzem Polski jest Legia”…
- Akurat mój syn nie był wtedy jeszcze w szkółce, ale „Sen o Warszawie” znał na pamięć. I to całe słowa od pierwszego do ostatniego akapitu, bo wiele razy bywał już na meczach przy Łazienkowskiej z babcią i dziadkiem. No ale na boisku, rzeczywiście nie był. Pamiętam, jak Michał Żewłakow, jeszcze jako piłkarz, brał swojego syna i pozwalał mu postrzelać na bramkę po meczach na Łazienkowskiej. Ja swojemu musiałem tłumaczyć, że niestety tatuś był trochę za krótki na takie rzeczy i to przywileje byłych piłkarzy. A dzięki piłkarskim przedszkolom Legii może jeszcze będzie miał okazję trenować na głównej płycie, tej samej na której grają jego idole, piłkarze m.in. Miro Radovic, którego mój syn ceni najbardziej. Zresztą, tutaj władze Legii mają ogromny atut, bo mogą zapewnić już najmłodszym styczność z elementami wielkiego futbolu. Brawo, tak to trzeba robić.
Dziś, w dobie telewizji i internetu, ten kontakt z wielkim futbolem jest już praktycznie na każdym kroku…
- Dlatego tym bardziej podoba mi się akcja Legii, bo poza szkoleniem ten cały projekt to też budowanie i wychowywanie sobie przyszłych kibiców. Nas kiedyś – jako dzieciaków – „kręciła” Legia, bo kojarzyła się z wielkim futbolem, przyjeżdżały tu największe kluby. Dzisiaj, jak wspomnieliście, kontakt z futbolem w najlepszym wydaniu jest masowy – w telewizji, internecie, na każdym kroku. Gra się prawie siedem dni w tygodniu, piłka nożna jest codziennie i wszędzie. I tak naprawdę już na pierwszym etapie zaczyna się walka o kibica. Na przykład mój syn ma już koszulkę, bilet, za chwilę karnet, nowy szalik, nowa bluza, itd. I tak będzie z innymi dzieciakami biorącymi udział w projekcie. To jest świetnie zrobione i zaplanowane również marketingowo. Perfekcyjnie wykorzystano ogromny potencjał. Należy Legii za to bić brawo. I oby jej przykładem szły kolejne kluby, w innych miastach, bo to pomoże popularyzować piłkę nożną w naszym kraju… Więcej ludzi będzie ją uprawiać już od małego.

Takie działania jak te Legii są zatem szansą na odbudowę szkolenia w Polsce?
- Owszem, można między innymi nauczyć ludzi, że dziecko musi się ruszać od małego. Ale to nie może spoczywać tylko na barkach klubów i rodziców, którzy dzisiaj biorą na siebie koszty szkolenia dzieci. Tak kiedyś nie było. Teraz też państwo i PZPN muszą dodać swoje. Weźmy takie Orliki, na nich coś się musi dziać, trzeba zaktywizować młodzież. Dzisiaj często jest tak, że na przykład boisko jest zamknięte, albo biegają po nim starsi goście, tacy jak ja. Niech na takich Orlikach pracuje codziennie nauczyciel albo trener, który np. od godziny 16. do 21. poprowadzi zajęcia dla młodzieży. Trzeba budować piłkarskie pokolenia od dołu. Zagranicą mamy wiele przykładów na to, że to może się udać. Powinniśmy brać przykład.

Istnieje zatem jakiś centralny model najbardziej zbliżony  do tego, na którym Pana zdaniem powinniśmy się wzorować, szkoląc młodzież w Polsce?
- Tak, wzorujmy się na niemieckim systemie. Nie możemy brać przykładu np. z takiej Hiszpanii, bo tam są zupełnie inne warunki atmosferyczne, inna mentalność i kultura. Niemcy są dużo bardziej zbliżone do nas. Oni przeszli piękną drogę, od nieudanych mistrzostw do mistrzostwa świata. Potrafili się podnieść z kolan. Poszli schematem: upadam, wstaję i robię analizę, szukam rozwiązań. I znaleźli. System niemiecki jest zbudowany koncepcyjnie, tam nie ma przypadkowości. Pomoc, którą dostają kluby jest przeznaczana na konkretne cele, pod konkretne kryteria. Nasze kluby i trenerzy powinni być tam wysyłani, żeby jeździć i się tego wszystkiego uczyć. Tam w klubach wiedzą na przykład, że piłka nożna nie ogranicza się tylko do tego, co dzieje się na boisku. Chociażby przy kompleksowym podejściu do prowadzenia zawodnika. Liczy się wszystko, również aspekty pozaboiskowe.

W większości polskich klubów brakuje jeszcze takiej wiedzy?
- Odpowiem przykładem. Moim zdaniem w każdym klubie w Polsce powinien być taki człowiek jak Jacek Magiera. I to nie ma znaczenia czy jest w pierwszym zespole, rezerwach, czy w akademii. Sama jego obecność świadczy o ogromnej klasie całego klubu. Jacek pomagał zawodnikom we wszystkich aspektach życiowych, również tych pozaboiskowych, które – w niektórych przypadkach – mogą być nawet ważniejsze niż sam talent . Jacek sprawdzał czy zawodnicy nie mają problemów z alkoholem, jak sobie radzą w szkole, czy mają dziewczynę, co robią po treningach. Trzeba wiedzieć, że ci wszyscy chłopcy, wyrwani ze swojego środowiska muszą się skupić na rzeczach ważnych. Jacek to robi przez lata, i to nie dla poklasku, bo z tego powodu nikt cię nie zaprosi do studia w telewizji ani o tobie nie napisze. On iluś tam pokoleniom piłkarzy dał poczucie, że w klubie mają nie tylko treningi, ale i ojca. Pewnie by wam mogli coś o tym powiedzieć Kamil Grosicki, Ariel Borysiuk, Maciek Rybus i wielu innych. To o czym rozmawialiśmy wcześniej oraz obecność takich ludzi jak Jacek Magiera buduje we mnie zaufanie do Legii jako miejsca, gdzie dobrze szkolą dzieci. Przede wszystkim jako rodzica.

Chcesz, aby Twoje dziecko także trenowało w Piłkarskich Przedszkolach Legii? - KLIKNIJ!





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Październik 2017

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,44588-tuzimek_za_pilkarskie_przedszkola_nalezy_bic_brawo.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno