TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Noceti-Klepacka: Syn wychodzi z treningów z uśmiechem
09.11.2014 15.00, autor: Szymon Bartnicki, Jakub Fila, fot. Jacek Prondzynski, źródło: własne
Podwójna mistrzyni świata i brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w windsurfingu. Do tego dumna mama, założycielka fundacji, ale też wierny i wieloletni kibic Legii. Zapraszamy na rozmowę z Zofią Noceti-Klepacką, która opowiedziała m.in. o Piłkarskich Przedszkolach Legii, pasji do sportu zaszczepionej przez ojca, ciężkich treningach, momentach załamania i swojej pierwszej wizycie przy Łazienkowskiej!
akademia.legia.com: Jak to się stało, że osoba wychowana na warszawskim Śródmieściu zajęła się windsurfingiem, który – umówmy się - najbardziej popularnym sportem w centralnej Polsce na pewno nie jest i nigdy nie był?
Zofia Noceti-Klepacka: Pochodzę ze Śródmieścia Południowego z ulicy Marszałkowskiej. Wychowałam się na warszawskim podwórku wśród kolegów. Dzięki temu zawsze wiedziałam, że trzeba walczyć o swoje i nigdy nie można odpuszczać. To wszystko przełożyło się na późniejsze sukcesy sportowe.

Samego żeglarstwa nauczył mnie tata, który posmakował go właśnie tutaj – na Legii. W latach 50-tych w klubie była sekcja, gdzie często trenował. Kiedy my wraz z braćmi przyszliśmy na świat stwierdził, że nas też zapisze na zajęcia. I tak zaczęła się nasza przygoda z pływaniem. Później, w wieku dziesięciu lat, zobaczyłam na Zalewie Zegrzyńskim deskę i od razu poczułam, że to jest to, co chciałabym w życiu robić.

Pasję do sportu zaszczepił więc ojciec. Na jego wzór Pani zdecydowała się niedawno zapisać swojego synka, Mariano, do programu piłkarskich przedszkoli Legii…
- Sama kiedyś grywałam i pewnie gdybym była chłopakiem to dziś nadal spędzałabym czas na boisku piłkarskim. Zresztą, syn ma korzenie argentyńskie, a  tam kopią wszyscy. Jego tata urodził się w tym samym mieście co Leo Messi. To zobowiązuje! A tak na poważnie to podoba mi się ten sport i wiem, że może go wiele nauczyć.
A dlaczego akurat Legia?
- Jak tylko dowiedziałam się, że tutaj powstał program dla dzieciaków w jego wieku, nie miałam żadnych wątpliwości. Bardzo się ucieszyłam, że będzie miał okazję trenować właśnie przy Łazienkowskiej. Legia to wielka marka.

Nie twierdzę, że mój syn od razu musi być Deyną, Messim czy nawet Radoviciem, bo trenuje przy Łazienkowskiej. Chcę jednak, aby od najmłodszych lat szkolił się na najwyższym poziomie. Legia to ogromny klub z piękną tradycją i wielkimi sukcesami, który gwarantuje jakość. Wiem, że tutaj Mariano będzie szkolony prawidłowo. Zresztą, już miałam okazję się o tym przekonać.

Jak pierwsze wrażenia?
- Sama jestem sportowcem i wiem jak powinno się to odbywać. Obserwując treningi synka mogę powiedzieć, że naprawdę fajnie to wygląda. Dzieci przez 60 minut zajęć biegają z uśmiechem na twarzach. Syn wychodzi z treningów bardzo zadowolony. Zawsze chce na nie wracać, a to jest w tym wieku najważniejsze. Już od najmłodszego trzeba zaszczepić w dzieciach miłość do sportu. We mnie zaszczepił ją ojciec.

W wywiadach mówiła Pani, że często chodziła też z tatą właśnie na mecze Legii.
- Tak, bo tak naprawdę byłam wychowana w duchu Legii. Tata i bracia chodzili i  dalej chodzą na wszystkie mecze. Już w najmłodszym wieku zabierali mnie na stadion. Można powiedzieć, że przez cały życie jestem kibicem pełną parą. Nigdy tego nie ukrywałam.
Pamięta Pani swoją pierwszą wizytę na stadionie?
- Jak przez mgłę. Wiem, że na pewno to było z tatą na trybunie krytej. Już kiedy byłam nieco starsza z krytej przeniosłam się razem z braćmi na Żyletę. Te wszystkie chwile spędzone na Legii to były piękne lata i do dzisiaj wiąże się z nimi wiele wspomnień.  Mam zdjęcia jak mała szczerbata dziewczynka stoi uśmiechnięta na płycie starego stadionu. W domu jest też kaseta video, na której razem z bratem krzyczymy na cały głos „C, CWK, CWKS, Legia!”.

Legia przewijała się przez całe życie…
- Mieszkałam niedaleko stadionu, od małego chodziłam na mecze. Nie ukrywam też, że moim sportowym idolem od najmłodszych lat był Kazimierz Deyna. Jego plakat do dzisiaj wisi u mnie na ścianie. To był świetny piłkarz, znany na całym świecie. Już jako zawodowy sportowiec czytałam jego całą historię - wspaniała postać, ale i nieszczęśliwa, której los skończył się tragicznie. Bardzo mnie  to wszystko zabolało. Zabolało i zmotywowało. A tak naprawdę motywuje do dziś…

Motywuje by zdobyć kolejny medal olimpijski?
- Jeżeli uda mi się zakwalifikować na Igrzyska to moim celem jest medal. W Atenach byłam dwunasta, w Chinach siódma, a w Londynie trzecia. Teraz cel może być tylko jeden. Ale wiem, że czeka mnie ciężka praca i litry potu wylane na treningach. Mam w sobie jednak ogromny zapał, żeby stanąć na najwyższym stopniu podium.

Synek ma równie wiele zapału do sportu, co Pani?
- Trudno powiedzieć. Na pewno wiem, że nie chcę go do niczego pchać na siłę. Wolę ukierunkować swoje dziecko, niż je do czegoś zmuszać. Jeżeli będzie chciał być piłkarzem, to nim będzie. Jak będzie chciał być muzykiem, to też. Na pewno poprzez naszą rodzinę sport jest mu bliski, zawsze jeździł z nami na wszystkie zawody. Zresztą, już dziś widzę, że jest bardzo ruchliwy, ciągle skacze i biega. Musi gdzieś rozładowywać energię, a najlepiej jeżeli będzie to robił na boisku piłkarskim. Inaczej pewnie by rozwalił  cały dom!
Bez względu na to jak potoczy się przygoda synka z futbolem, piłka nożna jest Pani zdaniem dobrym sposobem na kształtowanie charakteru?
- Zdecydowanie. Mój trener klubowy zaszczepił we mnie miłość do windsurfingu, ale nauczył mnie też np. zmiany łańcuchów w aucie, czyszczenia płoz, czy żagli. Zawsze go przeklinaliśmy, wkurzaliśmy się na niego, a dziś z perspektywy czasu wiem, że on od najmłodszych lat starał się kształtować nasz charakter. Pamiętam jak wywoził  nas do lasu i kazał biegać po 20 km, czasem nawet maratony, które – tak na marginesie - przebiegłam trzy razy w życiu. Pierwszy raz w wieku 14 lat w halówkach do grania w piłkę nożną!

Pewnie nigdy bym tego wszystkiego nie zrobiła, ale trener kazał, więc trzeba było. To przykład na to, że sport kształtuje człowieka, uczy dyscypliny, walki, zasad fair-play, dbania o swoje ciało, ale też po prostu życiowej uczciwości i zacięcia. Potem nawet jeśli robisz to amatorsko, to wartości zostają na całe życie. Szczególnie teraz, w dobie komputerów, kiedy ludzie coraz mniej się ruszają, jest to niezwykle ważne. Naprawdę warto zapisywać swoje dzieciaki na wszelkiego rodzaju zajęcia sportowe. Każda dyscyplina może rozwinąć człowieka.

W Pani wypadku tych dyscyplin było kilka…
- Tak, bo sportowcem trzeba być wszechstronnym, a rozwijać się należy w różnych kierunkach. Sama trenowałam pływanie, tenisa, a nawet skoki do wody. No i oczywiście żeglarstwo i windsurfing. Patrząc z tej perspektywy wiem, że mój synek oprócz piłki powinien też rozwijać się w innych dyscyplinach. Dlatego zapisałam go jeszcze na tenisa na Legii. Sport – bez względu na to czy będzie go kiedyś uprawiał zawodowo, czy nie - nauczy go wielu wartości, o których wcześniej mówiłam.

Na pewno sport może też uczyć walki ze słabościami. W Pani karierze były momenty zwątpienia, które udało się przezwyciężyć?
- Tak. W gimnazjum nie chciałam trenować, bo trener mnie katował i bardzo dużo ode mnie wymagał. Koledzy i koleżanki szli na imprezy, a ja zawsze na trening. Brakowało mi normalnego życia. Przyszłam do taty i powiedziałam, że nie chcę już trenować, a że akurat wtedy wygrałam eliminacje do MŚ juniorów, to ten powiedział: „pojedź na mistrzostwa, potem zrezygnujesz”. Zgodziłam się. Pojechałam i zdobyłam złoty medal.

Było coś jeszcze?
- Na Igrzyskach Olimpijskich był moment, kiedy miałam ogromne szanse na medal, ale popełniłam głupi błąd, który wiele mnie kosztował. Totalnie się załamałam. Poszłam do baru wypić piwo mimo że miałam przed sobą jeszcze dwa dni zawodów. Zadzwoniłam do mojej sąsiadki Zuzi, chorej na mukowiscydozę i  powiedziałam, że nie zdobędę medalu, który jej obiecałam. Ona - sześcioletni dzieciak - kazała mi walczyć do końca. Nagle poczułam niesamowitą wiarę w siebie. Dałam z siebie wszystko i rzeczywiście walczyłam do samego końca. Udało się, przywiozłam olimpijski medal.
Później ten medal trafił właśnie do Zuzi…
- Wychodzi na to, że pomogłyśmy sobie nawzajem. Ona dała mi motywację, a ja jej pieniądze za medal. Ale tak naprawdę to Zuzia jest chora na mukowiscydozę i codziennie walczy nie o krążek olimpijski, a o życie. Zdałam sobie sprawę, że bić się o medal jest niczym w porównaniu z jej staraniami i jej walką. A ten medal to było jedyne, co mogłam zrobić.

W wieku dwudziestu lat założyła Pani też fundację, żeby pomagać innym dzieciom.
- Wychowałam się na Śródmieściu, gdzie przewijają się różne środowiska. Widzę co się dzieje. Dzieci biorą narkotyki, marnują czas, brakuje im pasji i nadziei. Myślą, że od razu stoją na przegranej pozycji. Nie wszystkie mają też rodziców, którzy zapiszą ich do klubu czy wyślą na dodatkowe zajęcia. Dlatego razem z Rafałem Poniedzielskim chcieliśmy dać tym dzieciakom alternatywę. Na swoim przykładzie mogę pokazać, że przez sport da się osiągnąć sukces. Taki jak medal Igrzysk Olimpijskich, czy sukcesy piłkarzy przy Łazienkowskiej.

Dzisiaj jako wyczynowy sportowiec, przygotowujący się do kolejnych zawodów nadal znajduje Pani czas, żeby przypomnieć sobie stare lata i zajrzeć na stadion?
- Tak, zawsze kiedy jestem w Polsce i wiem, że gra Legia to staram się być na stadionie. Przez ostatnie lata ten klub niesamowicie się zmienił. Świetnie wygląda stadion, szkoli się młodzież na wysokim poziomie, jest tak jak na Zachodzie. Można tu przychodzić z przyjemnością i dlatego jak tylko mam okazję, to tutaj jestem. Ostatni raz byłam na spotkaniu, w którym Legia zdobywała mistrzostwo Polski. Co prawda już nie na Żylecie, jak dawniej, ale z synkiem wybrałam się na sektor rodzinny.

I jak wrażenia?
Byłam akurat wtedy w dołku sportowym, miałam bardzo dużo na głowie i nie wszystko układało się tak jak bym tego chciała. Przyszłam i zobaczyłam jak piłkarze Legii zdobywają mistrzostwo. Chwile, kiedy wchodzą na podium, dostają medale i przy wzruszającej muzyce podnoszą puchar sprawiły, że odżyły we mnie pozytywne emocje i wola walki. Znów poczułam, że cały czas jeszcze chcę wygrywać.

Chcesz, aby Twoje dziecko także trenowało w Piłkarskich Przedszkolach Legii? - KLIKNIJ!





zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Październik 2017

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,44515-noceti_klepacka_syn_wychodzi_z_treningow_z_usmiechem.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno