TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
X
BILETY SKLEP BIZNES LEGIA.COM KONTAKT
Michał Żyro: Zdarzało się, że płakałem...
16.03.2014 21.47, autor: Szymon Bartnicki, fot. M.Kostrzewa, J.Prondzynski, P. Pytel, legia.com, źródło: własne
Michał Żyro miał do wyboru kort albo boisko, ale na szczęście wybrał boisko. "Żyrko" do Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa trafił w wieku 12 lat i przeszedł do jej historii jako pierwszy wychowanek, który zadebiutował w pierwszym zespole naszego Klubu. W rozmowie z akademia.legia.com młodzieżowy reprezentant Polski opowiada o drodze z piaskowego boiska na Pepsi Arenę.
Mateusz Żyro: Fajnie jest być bratem Michała - KLIKNIJ!

Michał Żyro na akademia.legia.com - KLIKNIJ!

akademia.legia.com: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z piłką?

Michał Żyro: Od urodzenia mieszkałem w Piasecznie i właśnie tam stawiałem pierwsze kroki z piłką. Na pierwszy trening zaprowadzili mnie rodzice. Grałem też w tenisa i startowałem w zawodach sportowych w biegach na 60 i 100 metrów. Ostatecznie zdecydowałem się jednak na piłkę nożną i z perspektywy czasu chyba nie był to zły wybór.

- Pamiętasz okoliczności przeprowadzki do Akademii Legii?
- Jako zawodnik KS Piaseczno otrzymywałem powołania do kadry Mazowsza. Na jednym z meczów, chyba w Olsztynie, trener Jacek Mazurek z panem Andrzejem Trzeciakowskim (ówczesnym dyrektorem Akademii – przyp.) zainteresowali się moją osobą, o czym poinformowali moich rodziców. Z czasem przyjechałem do Warszawy i postanowiłem zostać.

Przeprowadziłeś się do stolicy?
- Nie od razu. Mieszkałem w Piasecznie, a na zajęcia przywozili mnie rodzice. Później, gdy poszedłem do gimnazjum, do Warszawy przyjeżdżałem autobusem. Od czasu do czasu nocowałem też u babci na Ursynowie.


- Jak wyglądała Akademia, gdy do niej trafiłeś?

- Boisko sztuczne, na którym obecnie trenują adepci APLW, należało wówczas do pierwszej drużyny.  My ćwiczyliśmy na placu należącym aktualnie do „jedynki”, wówczas bardziej przypominającym klepisko niż boisko. Nie narzekałem jednak na fatalną murawę, szczególnie że w Piasecznie grałem na piachu. Nikt nie narzekał. Każdy tylko marzył, aby kiedyś przenieść się na sąsiedni plac gry. Na starym stadionie były małe szatnie, lecz i to nie było dla nikogo problemem. Trenerzy już wtedy dbali o dyscyplinę. Dyżurni zawsze pompowali piłki, napełniali bidony i przygotowywali koszulki na rozgrzewkę. Od tamtych czasów minęło już sporo lat, a mimo to wciąż mam do nich duży sentyment.

- W Akademii trenuje twój brat. Czy gdy Mateusz opowiada ci o zajęciach w naszej szkółce, dostrzegasz spore różnice w porównaniu do twoich czasów?
- Oczywiście. Przede wszystkim w treningach. W Akademii obecnie często dochodzi do zmian trenerów, co uważam za bardzo pozytywny bodziec. Od każdego trenera można nauczyć się czegoś nowego, dzięki czemu szkolisz się pod wieloma aspektami.  Obecnie w Akademii zwraca się większą uwagę na zdrowe odżywianie, co także uważam za duży plus.

- Jak wspominasz pierwsze treningi na Łazienkowskiej?
- W Piasecznie grałem w starszym roczniku na pozycji napastnika. Wyglądało to tak, że brałem piłkę i leciałem na bramkę rywala. W Warszawie zaś trafiłem do zespołu złożonego z rówieśników. Chłopaki w Legii początkowo mieli do mnie pretensje, że cały czas drybluje. Wynikało to z tego, iż nie byłem przyzwyczajony do gry zespołowej. Z czasem na szczęście się to zmieniło.

- Pierwsze porażki?
- Mecze ligowe zazwyczaj wygrywaliśmy, często po 10:0. Porażki przydarzały się więc głównie na turniejach, no i wówczas zdarzało się, że płakałem.


- Jeden z twoich byłych trenerów powiedział: „Michał był takim zawodnikiem, który jak przegrywał, to płakał. Jak w końcówce meczu strzelił zwycięskiego gola to też płakał, ale z radości.

- A który trener to powiedział?! (śmiech). Rzeczywiście, po ważnych meczach pojawiały się łzy. Obecnie też czasem się pojawiają. Gdy Ivica zdobył bramkę z rzutu karnego w meczu z Lechem, oglądałem mecz z wysokości trybun. Pamiętaj, że emocje były tak silne, że oczy trochę się zaszkliły…

- Masz niespełna 22 lata, a już przeszedłeś do historii. Jesteś pierwszym wychowankiem Akademii, który zadebiutował w pierwszej drużynie…
- Bardzo miłe jest to, gdy otwieram książkę o Legii i czytam, że jestem pierwszym wychowankiem Akademii Piłkarskiej, który trafił do „jedynki”.  Na co dzień jednak o tym nie myślę. Jestem teraz w pierwszej drużynie i to jest dla mnie najważniejsze.

- W Internecie pojawiało się sporo krytyki pod twoim adresem. Czy to jest cena jaką za to płacisz?
- Trudno powiedzieć. Na początku myślałem, że coś faktycznie może być ze mną nie tak. Z drugiej jednak strony nikt nigdy nie powiedział mi prosto w oczy, że jestem taki czy owaki. Ludzie, których spotykam są bardzo mili i mnie wspierają. Niektórzy mówią wprost, abym nie przejmował się tym, co niektórzy piszą o mnie w Internecie, co też czynię. Niektóre docinki nawet mnie bawią.


- Mówił mi o tym twój brat, który chwalił się, że mimo wielu obowiązków, znajdujesz też czas dla niego.

- Staram się. O ile czas pozwala to pojawiam się na meczach Mateusza. Raz, dwa razy w miesiącu zazwyczaj oglądam jego występy.

- Pełnisz rolę jego osobistego trenera?
- Nic z tych rzeczy. Podchodzę do tego z dystansem, a i on nie pyta jak mu idzie. Po meczach sam do niego dzwonię i przekazuję drobne sugestie. Mateusz jest bardzo świadomy. Wie jak ma grać i co poprawić. Jest bardzo świadomy.

- Możemy oczekiwać, że młodszy z braci Żyro w przyszłości także zasili szeregi pierwszego zespołu Legii?
- Jest zdecydowanie za wcześnie, aby o tym mówić, ponieważ Mateusz dopiero w październiku skończy 16 lat. To, że Mateusz dziś nieźle radzi sobie w obronie nic jeszcze nie znaczy. „Cichy” (Cichocki Mateusz – przyp.), który jest świetnym zawodnikiem, był filarem defensywy w Dolcanie Ząbki, lecz dotychczas nie przebił się do pierwszego drużyny Legii. Artur Jędrzejczyk też miał grać u nas jako młody zawodnik, ale zanim się przebił, również musiał pójść na wypożyczenie. Nie przypominam sobie młodego obrońcy, który grałby w Legii w ostatnich latach. W  klubach zagranicznych też nikt nie przychodzi mi do głowy. Wyjątkiem jest chyba Raphael Varane z Realu Madryt. Wracając do Mateusza… Niech koncentruje się na pomyślnym przejściu na kolejny poziom. Wówczas może okazać się, że jego forma eksploduje, ale równie dobrze może przestać się rozwijać.  Niech ciężko trenuje i niech omijają go kontuzje. Daj Boże, żeby był lepszy ode mnie. To dotyczy każdego zawodnika Akademii.

- Bracia Żyro spotykają się czasem na boisku?
- Kiedyś tak, teraz nie ma na to czasu.

- Mateusz wspominał o grze w ogrodzie…
- Już wtedy ja grałem w ataku, a on bronił! (śmiech) Mówiąc poważnie wynikało to z tego, że byłem większy. Trudniej było mi strzelić, dlatego to on stawał na bramce, a ja uderzałem. Bramki robiliśmy z krzeseł lub plecaków. Mateusz lubił bronić i trzeba przyznać, że nieźle mu to wychodziło. Mati łapał na tyle dobrze, że zastanawiałem się czy nie zrobić z niego bramkarza. Widać, że do dziś najlepiej wychodzi mu zabezpieczanie bramki.

- Teraz zamiast ogrodu jest FIFA. Mateusz wspominał, że kara cię niemiłosiernie…
- Przesadza. O wygranych decyduje dyspozycja dnia (śmiech).

- Skoro mowa o rodzinie. Jaka była rola rodziców w początkowym okresie twojej piłkarskiej przygody?
- Ogromna. Na treningi najczęściej zawozili mnie samochodem, dzięki czemu miałem więcej siły na odpoczynek i regeneracje. Tak naprawdę niczego mi nie brakowało.


- A w szkole musieli cię pilnować?

- Chyba tak jak każdego nastolatka.

- Jakim byłeś uczniem?
- Jak na okoliczności wynikające z tego, że grałem w piłkę to nienajgorszym. O 8. wstawałem i na 10. jeździłem do szkoły. O 15:30 miałem trening, więc do domu wracałem około 19. Miałem dwie godziny na zjedzenie kolacji i odrobienie lekcji. Trzeba było szybko iść spać, by rano być wypoczętym.

- Patrząc na to gdzie dziś jesteś, chyba warto było kiedyś zrezygnować z innych przyjemności?
- Droga, którą pokonałem kosztowała mnie wiele wyrzeczeń. Ostatnio z Efirkiem (Michałem Efirem – przyp.), Kopą (Michałem Kopczyńskim) i Przemkiem Mizgałą patrzyliśmy na mistrzostwa juniorów starszych w 2009 roku, gdy zajęliśmy chyba drugie miejsce. W gronie zawodników, którzy wówczas tam grali byli m.in.: Cichocki, Szumski, ja, Rafał Wolski, Kopczyński, Dominik Furman, Mizgała, Czarek Michalak, czy wchodzący z ławki Efir…

- Sporo.
- Tak, ale mogło być nas jeszcze więcej. Cała osiemnastka mogłaby być w dziś w zespole rezerw, na zapleczu ekstraklasy, czy nawet w ekstraklasie. Pierwszym zawodnikiem z rocznika 1992, który trafił do Młodej Legii był Ryszard Breś. Chłopak miał dobre warunki fizyczne, ale i piłkarsko był bardzo dobry. Później byłem ja, Bartosz Broniszewski itd.

- Na szczęście ty jesteś jednym z tych, którym się udało. Jesteś zawodnikiem pierwszego zespołu Legii, młodzieżowym reprezentantem Polski, a w CV masz także obecność w szerokiej kadrze na Euro 2012. Czego jeszcze ci życzyć?
- Zdrowia i poprawy statystyk w Legii. Wówczasz zrobię wszystko, aby tego nie zmarnować.






zgłoś błąd
Zgłoś błąd
Dodaj do





Poprzedni miesiąc

Marzec 2019

Kolejny miesiąc
Pn
Wt
Śr
Czw
Pt
So
Nd
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Logowanie z legia.com
Nie masz konta? Zarejestruj się Zapomniałeś hasło? Przypomnij

zamknij
Nazwa strony: Legia.com
Link: http://source.legia.com/news,40346-michal_zyro_zdarzalo_sie_ze_plakalem.html#kom_add
E-mail:
Opis problemu:
Podpis:
Przepisz kod: Kod
 
Kod:
Zamknij okno